Podczas gdy w hollywoodzkich studiach powstają kolejne remaki, sequele i prequele, świadczące o głębokim kryzysie kreatywności, na zlecenie stacji telewizyjnych kręci się przełomowe i oryginalne seriale: "Sześć stóp pod ziemią", "Rodzinę Soprano", "Dextera", "Prawo ulicy", "Mad Manów", czy "Breaking Bad".

Telewizja, która przez całe dekady uchodziła za medium zachowawcze, powierzchowne i wtórne wobec kina, zaczęła nagle odkrywać przed masowym widzem tematy nieobecne dotąd w kinowym głównym nurcie, eksperymentować z formą i pogłębiać przesłanie prezentowanych obrazów. Chcesz mądrej opowieści o śmierci? – zobacz "Sześć stóp pod ziemią" o rodzinnym zakładzie pogrzebowym. Ciekawi cię, co gra w duszy gangstera i jak wygląda jego życie codzienne – wciągnie cię opowieść o "Rodzinie Soprano". Chciałbyś poznać źródła współczesnego konsumeryzmu – zobacz rozgrywających się w latach 50. "Mad Manów". Uważasz, że filmy nie oddają prawdy o policyjnych dochodzeniach – dla ciebie powstało "Prawo ulicy". A jeśli w głowie ci szaleństwa, to możesz obejrzeć dzieje seryjnego mordercy w "Dexterze", kibicować walce wampirów o równouprawnienie w "Czystej krwi" lub handlującej ziołem mamuśce z przedmieścia w "Trawce". O tak, telewizja dawno przestała być nudna.


O wysokim poziomie wymienionych seriali świadczą naręcza nagród – Emmy i Złotych Globów – przyznawanych co roku tym tytułom. To tylko kwestia czasu, gdy za role w telewizyjnym show będzie można zgarnąć Oscara – wiele kreacji z pewnością nań zasługuje. Glenn Close stworzyła jedną ze swoich najlepszych ról w znakomitych "Układach", zaś kojarzony głównie z kinem ambitnym i niezależnym Steve Buscemi dostał właśnie nominację do Złotego Globu za "Zakazane imperium”, produkowane notabene przez Martina Scorsese. Twórcy kina już wiedzą – teraz rządzi telewizja.