Nie chce, by widziano w niej tylko córkę Beatlesa. I odnosi sukcesy
Reklama
Poznajcie Stellę. Brytyjka, 39 lat, rude włosy, porcelanowa cera. Trójka dzieci, czwarte w drodze. Hobby – wegetarianizm i próba ocalenia świata przed zagładą z ręki ludzi. Mąż – Alasdhair Willis, były wydawca „Wallpaper”, dziś producent designerskich mebli. Najbliższe koleżanki – Madonna, Gwyneth Paltrow, Kate Moss, Kate Hudson, Liv Tyler.
Stella pewnie mogłaby być panią domu o niecodziennych zainteresowaniach, w końcu walka o codzienny byt jej nie dotyczy. Ale nie chce. Nazwisko – błogosławieństwo i przekleństwo w jednym – zobowiązuje. Stella jest córką Paula McCartneya i jego ukochanej żony Lindy (zmarła na raka 11 lat temu). Ale nie chce być piosenkarką. Aktorką też nie. Odkąd skończyła 13 lat, chce projektować dobre ubrania.
A co w tym trudnego? Z takim nazwiskiem nie powinna mieć problemów w żadnej dziedzinie. Tylko kto uwierzy, że Stella coś potrafi? Że tata, jeden z najbogatszych muzyków Wielkiej Brytanii (majątek szacowany na 500 mln funtów), nie kupił jej: znajomości i pozycji?



Według niektórych Stella nic nie potrafi. Im wyższą pozycję zdobywa w świecie mody, tym więcej zawdzięcza ojcu. A Madonna zamówiła u niej suknię ślubną dlatego, że zależy jej na znajomości z McCartneyem. Stella ma tego rodzaju insynuacje gdzieś.
Kobieta w świecie mody powinna być co najwyżej zagłodzoną modelką. W tym świecie od zawsze rządzą mężczyźni. Najczęściej to właśnie oni kierują wielkimi domami mody, oni wymyślili anorektyczną sylwetkę modelki i niebotyczne obcasy, w których nie da się chodzić. Projektant mody to zawód prestiżowy, związany zarówno z dużymi pieniędzmi, jak i pozycją, więc niejako z urzędu zarezerwowany dla panów.
Stella mogłaby spokojnie bawić się modą, być niewiele znaczącą projektantką, gdyby nie fakt, że to jej nigdy nie odpowiadało. Dziś kieruje domem mody Gucci, wcześniej kierowała Chloe i miała w nosie uwagi Karla Lagerfelda, że nadaje się co najwyżej do projektowania T-shirtów. Stawia na użyteczność i chce, by jej kolekcje spokojnie dało się nosić. Zaprojektowała swoją kolekcję ubrań sportowych dla Adidasa, ultrakobiecą bieliznę, ma swoje niebanalne perfumy i organiczne kosmetyki Care.



Organiczne – to słowo od lat wyznacza Stelli drogę. Kiedy była mała, mieszkała z rodzicami i rodzeństwem na farmie w Sussex, gdzie większą część tego, co znajdowało się potem na ich stole, państwo McCartney uprawiali sami. Zagorzali wegetarianie, obrońcy praw zwierząt, swoje dzieci wychowali właśnie w tym duchu. Dlatego w kolekcjach Stelli nie znajdziecie skór i futer, w jej kosmetykach nie ma śladu hormonów i na pewno nie są testowane na zwierzętach. Zaprojektowane przez nią adidasy też noszą napis "uitable for vegetarians".
W bezdusznym i nastawionym na luksus świecie mody to rzadkość, kiedy na stronie projektanta tuż obok jego kolekcji pojawiają się rady, jak odkurzając lodówkę i wyłączając lampkę "stand by", w elektronicznym sprzęcie w prosty sposób wieść zielone życie. Życie przyjazne zwierzętom i ludziom. A pod koniec roku w sklepach pojawi się ekologiczna kolekcja dla dzieci, bo i o nich projektantka nie zapomina. W jej otoczeniu wszyscy się dziwią, że w weekendy Stella jedzie do domu na wieś i nie zabiera ze sobą nianiek. Kto by pomyślał, że jeszcze i na to ma czas?
IKONOKLAŚCI: STELLA MCCARTNEY I ED RUSCHA | Planete | sobota, 20.45