Czym dzisiaj jest dla nas egzotyka? Kiedy nie dziwią już nas kadry z najbardziej odległych zakątków świata, a filmy obyczajowe, których akcja rozgrywa się w sercu Azji już nas niczym nie zaskakują, może okazać się, że jedną z najbardziej egzotycznie wyglądających będzie opowieść, która toczy się po środku Ameryki Północnej, czyli w stanie Montana. Taylor Sheridan (znacie go na pewno z „Sicario” i „Aż do piekła rodem”) zafundował nam już na samym początku odwrócenie ról znanych z westernu. Kibicujemy farmerom, osadnikom, a Indianie są tymi, którzy jątrzą, a przez to patrzymy na nich z co najmniej lekkim dystansem.

Sheridan i związani z nim scenarzyści w „Yellowstone” romansują lub droczą się z wieloma amerykańskimi mitami, archetypami i symbolami. Wspomnieni Indianie doskonale grają w politykę, nie boją się sięgać po broń, grają nieczysto. Już w pierwszym odcinku słyszymy, że stawiają kasyna po to, by za zabrane Amerykanom pieniądze odkupić krok po kroku całą Amerykę.

Ludzkie uczucia, posunięte oczywiście do pewnych granic, odnajdujemy w milionerze, właścicielu gigantycznej farmy, Johnie Duttonie. Wspaniale wchodzący znów w buty człowieka z bardzo dzikiego zachodu Kevin Costner pociąga w familii za wszystkie sznurki. Oczywiście, jak to głowa rodziny wie, że jednym trzeba dać trochę luzu, drugich trzeba trzymać krótko. Ma on swoich wrogów – Indian oraz biznesmana Dana Jenkinsa, który jego piękną, pełną gór, łąk i cudownych dzikich strumieni Montanę chce zmieniać w miejsce dla bardzo bogatych ludzi, którzy na naturę lubią popatrzeć przez okno (z obowiązkową moskitierą, by komar nie zrobił kuku).

Jak widać – układ walki klanów, zarysowanie postaci wodza budzi naturalne skojarzenia z „Rodziną Soprano”. Dutton mafiozo wprost nie jest, ale nie boi się on sięgać po przemoc i eskalować, kiedy tego wymaga dobro rodziny. Tu w zasadzie nie ma on, podobnie jak Tony Soprano, granic. Różnice oczywiście występują kiedy popatrzymy na sposób mówienia i zachowania się. Dutton potrafi – kiedy trzeba – mieć doskonałe maniery.

Ciekawą postać gra Kelly Reiley. W świecie, w którym chcemy, by kobiety odgrywały większą rolę w biznesie, życiu publicznym ona pokazuje nam oblicze, z którym do końca zgodzić się nie chcemy. Patrzymy na nią m.in. jako na brutalną bizneswoman i zastanawiamy się, czy takiej osobie można kibicować, można się z nią utożsamiać? Dylematów moralnych opartych na zakorzenionych w nas sposobach patrzenia na relacje mamy więcej, a to tylko sprawia, że serial ogląda się lepiej.

Wejście w świat seriali giganta Paramount sprawia, że na rynku tym będziemy zapewne obserwować coraz ciekawszą rywalizację o naszą uwagę i nasz czas. Ten w „Yellowstone” momentami zatrzymuje się, daj nam ciekawe i rzadkie w telewizyjnych produkcjach wytchnienie. I powoduje, że do każdego z następnych odcinków wracamy z coraz większą przyjemnością.

„Yellowstone” oglądać można na Paramount Channel. Premiery odcinków w niedziele (pierwszy nadano 7 kwietnia), powtórki we wtorki.