Wczoraj furorę w sieci robiło nagranie, podczas którego Beata Tadla celnie zripostowała Jarosława Kreta mówiącego o jej rozpadającym się pierścionku.

W rozmowie z Wirtualną Polską dziennikarka tłumaczy, że nie zaplanowała tej sytuacji:

Nie chcę komentować, ani z niczego się tłumaczyć. Czasem się człowiekowi po prostu ulewa. Ja niczego nie kalkuluję. Nie patrzę, czy coś mi się opłaca wizerunkowo - czy nie, bo jestem spontaniczna.

Tadla dodała także, że ostatni czas jest dla niej wyjątkowo trudny, bowiem rozstania na oczach opinii publicznej to ciężki test:

Ja ostatnio przechodzę wielki test. Nie dziwię się, że media mnie obserwują, bo nigdy nie zamykałam im drogi do mojego życia, taka ich rola i ja to rozumiem. Ale wiadomo - łatwiej uśmiechać się z okładki i opowiadać o szczęściu, niż publicznie mierzyć z nieszczęściem. Więc obchodzę temat, jak tylko mogę, z dystansem, uśmiechem, bo to moja tarcza. Mówi się, że jesteśmy kowalami swojego losu, ale nie na wszystko mamy wpływ. (...) Wezwana do odpowiedzi - milczeć nie potrafię. Taka natura.