Ostatnio na swoim profilu na Facebooku, Minge zamieściła dowód na to, że nie przeszła operacji plastycznej twarzy. Jest to opinia biegłego, wystawiona na wniosek sądu w procesie, jaki projektantka wytoczyła znanemu chirurgowi plastycznemu. Specjalista w jednym z programów telewizyjnych oceniał bowiem jej rzekome plastyczne poprawki i uznał, że jej twarz jest "strasznie zrobiona". Dokument opatrzyła komentarzem:

Zeby raz na zawsze (w co nie wierzę) uciąć dyskusje o moich liftingach,ktore robię rzekomo zamiast porannej kawy itp wrzucam jeden dokument z rozprawy sądowej ,sporządzony na prośbę sądu ,przez biegłego wyznaczonego takze przez sąd . Dokumentów mam sporo ale nie mam zwyczaju udowadniać publicznie ,ze nie jestem wielbłądem ,bo niczego to nie daje ....i tak znajdzie sie zawsze grupa ,która przerzuci kota na lewą stronę i spreparuje swoją wersje zdarzeń . Co do botoksow i wypełniaczy ,ktore media chętnie wlewają w moją twarz wiadrami .....tez mam dokumenty ,ze jest inaczej 😉. Ale skoro jestem ofiarą operacji plastycznych i tak chętnie jedziecie po mojej twarzy ,to taki mały dokumencik wrzucę z pozdrowieniami dla arbitra elegancji 🙂....swoja drogą sąd pierwszej instancji uznał moje racje a drugiej ....uznał ,ze choc oskarżony kłamał ,to miał takie prawo ,bo mieściło się to w wolności słowa 😉. Zachęcam państwa "dziennikarzy "do dalszego kłamania w ramach wolności i zarobków własnych [pisownia oryginalna]