Kamil Durczok rozstał się ze stacją TVN w marcu 2015 roku po tym, jak wewnętrzna komisja wykryła przypadki mobbingu w zespole "Faktów".  Od tego czasu dziennikarz nie pracował  w mediach, ponieważ obowiązywał go zakaz konkurencji podpisany z poprzednim pracodawcą. Teraz, kiedy zobowiązania wobec TVN wygasają, Polsat ogłasza, iż jesienią Durczok pojawi się na antenie Polsat News z własnym programem publicystycznym.

Zdaniem Jacka Żakowskiego, stacja podjęła dobrą decyzję, powinna jednak wyjaśnić ja widzom:

Kamilowi Durczokowi nie zostały udowodnione żadne winy, więc nic dziwnego, że wraca powoli do życia zawodowego. Dlatego gdybym zamiast władz Polsatu podejmował decyzję o współpracy z Durczokiem, powiązałbym to z jakąś kampanią wyjaśniającą dla widzów. Nie wyobrażam sobie, żeby stacja stwierdziła: "Wiemy, że molestował, ale nie ma to dla nas znaczenia". Trzeba by powiedzieć: "Uznajemy, że zarzuty się nie potwierdziły, w związku z tym Kamil Durczok jest pełnoprawnym kandydatem do pracy w tym zawodzie". Taki komunikat rozwiałby emocje. Bo dla części widzów obecność Kamila Durczoka na antenie na pewno będzie niepokojąca. Ale część widzów lekceważyła tę sprawę od początku. - powiedział dziennikarz w rozmowie z wirtualnemedia.pl

Powrót Kamila Durczoka na antenę nie jest zaskoczeniem także dla Karoliny Korwin Piotrowskiej:

Nic w tym dziwnego, że ktoś z jego wieloletnim doświadczeniem ma wzięcie i pewnie nie narzeka na oferty pracy. Mało jest bowiem ludzi, którzy wiedzą tyle o tym, jak robi się media, co Durczok. Dzisiaj media mają się bardzo źle, pogoń za newsem i pieniędzmi powoli zabija merytorykę. On miał to szczęście, że robił w mediach w innych czasach, kiedy jeszcze liczył się warsztat. Ostatnie miesiące mogły mu dać wiele do myślenia. Nie należy nikogo skreślać awansem - skomentowała dla party.pl dziennikarka