Burkini to noszony przez niektóre muzułmanki strój kąpielowy zakrywający niemal całe ciało, a odkrywający jedynie twarz, stopy i dłonie. Merowie nadmorskich miejscowości, którzy wprowadzili zakaz noszenia tych strojów w podległych im kurortach, tłumaczą, że chodzi o uszanowanie zasad laickości oraz higienę

Plaże, jak cała przestrzeń publiczna, muszą być wolne od roszczeń religijnych - powiedział popierający ten zakaz premier Francji, Manuel Vallsa. Jego zdaniem burkini to strój zniewalający kobiety, a na takie praktyki dbająca o wolność człowieka i równość płci Francja pozwolić nie może.

Zupełnie inaczej zakaz noszenia muzułmańskich strojów kąpielowych na francuskich plażach widzi Tomasz Terlikowski. Prawicowy publicysta uważa za absurd fakt, iż Francuzi tolerują nieprzyzwoite bikini, a zabraniają muzułmanką noszenia burkini:

Zakaz strojów religijnych na plażach (w imię rzekomej laickości i obrony przed radykalizmem islamskim) to kolejny antyreligijny, laicki absurd. Idąc dalej w tym kierunku - może Francuzi wprowadzą obowiązkowy topless, bo przecież "strój plażowy musi respektować właściwe zasady - laicyzmu w świeckiej Francji oraz higieny". Przesada? A nie jest przesadą uznanie, że nagość (niemal zupełna) jest OK, a zasłonięcie jest sprzeczne z zasadami laickości?