W wywiadzie udzielonym magazynowi "Viva!", Piotr Kraśko wspomina o swoich doświadczeniach z okresu, gdy robił relacje z państw znajdujących się w stanie wojny:

Reklama

Zawsze jako reporter bardzo lubiłem jeździć na Bliski Wschód: do Strefy Gazy, na Zachodni Brzeg czy do Libanu. Tam więcej wie pani o kimś poznanym pół godziny wcześniej niż o kimś, kogo w kraju zna pani od 10 lat. Relacje między ludźmi od razu są dużo głębsze, bo zazwyczaj są to sytuacje graniczne: zamieszki, wojny, bombardowania.

Ponieważ z na własne oczy obserwował ludzi walczących o wolność swojego kraju, z dużą rezerwą odnosi się do tych, którzy w sytuacji braku zagrożenia deklarują swoje całkowite oddanie ojczyźnie:

Kompletnie nie wierzę ludziom, którzy na prawo i lewo opowiadają, czego by nie zrobili dla ojczyzny. Zobaczymy. Może tak, może nie. W zdecydowanej większości wypadków nigdy „nie zostali sprawdzeni”. Powiedzieć można wszystko, ale nigdy w życiu nie byłeś w mieście, na które spadają bomby, nie widziałeś czołgu naprzeciwko siebie, nikt nie przystawiał karabinu do głowy tobie albo twojemu dziecku, chcąc, żebyś ty coś zrobił. Jak przeżyjesz te sytuacje i okażesz się bohaterem, czapki z głów. A dopóki nie przeżyjesz, nie opowiadaj za dużo, bo to śmieszne. Najskromniejsi ludzie, jakich znam, to powstańcy warszawscy. Oni mogliby akurat zapewniać o swoim oddaniu dla ojczyzny, ale oni o tym nie mówili, a zrobili.