W rozmowie z "Faktem" Renata Dancewicz w ostrych słowach odniosła się do popieranych przez rząd PiS pomysłów zaostrzających ustawę antyaborcyjną:

Nie trzeba być feministką, żeby coś takiego uznać za rzecz skrajnie nieprzyzwoitą, niegodną, niehumanitarną oraz niechrześcijańską. Nie widzę w tej chwili różnicy między kalifatem islamskim, a Polską, która nie jest jeszcze państwem wyznaniowym, a świeckim. Nawet jeśli większość Polaków deklaruje przynależność do kościoła rzymskokatolickiego, nie można narzucać swoich zapatrywań religijnych całej reszcie.

Aktorka skomentowała także milczenie pierwszej damy w tej kwestii. O dziwo, Dancewicz apeluje, by zostawić Agatę Dudę w spokoju, ponieważ jej rola nie należy do przyjemnych:

Nie wiem, jakie są obowiązki pierwszej damy. Myślę, że każda pierwsza dama ma szerokie pole wyboru kwestii, którym chce poświęcić swój czas. Być może pani Agata Duda nie chce politycznie zaszkodzić swojemu mężowi… Nie wiem, czy jej milczenie oznacza niezgodę na propozycję episkopatu i PiS-u. Jeśli pani Agata nie ma ochoty się na ten temat wypowiadać, to po prostu się nie wypowiada. Trzeba to uszanować. Ale jako kobieta uważam, że fajnie by było gdyby się opowiedziała w interesie kobiet - ich nieludzkiemu traktowaniu jako tylko inkubatorów życia. Rola pierwszej damy jest bardzo anachroniczna i niegodna zazdroszczenia, więc może już się jej nie czepiajmy.