Piłkarz i piosenkarka pobrali się w miniony weekend na jednej z greckich wysp. Rodzime media o uroczystości dowiedziały się po fakcie, a nowożeńcy sami zdecydowali o tym, by pokazać zdjęcia z uroczystości na swoich profilach na Instagramie.

Reklama

Karolina Korwin Piotrowska w swoim felietonie w o2.pl podaje przykład ślubu Szczęsnego i Łuczenko jako dowód na to, że polskie celebrytki żalące się na brak prywatności i spokoju podczas przygotowań ślubnych, to hipokryzja

Ileż to razy słuchaliśmy, jak polskie gwiazdy strasznie płakały, że media i tak dowiedziały się o tym, gdzie bidulki biorą swój podobno wielce tajny ślub. Potem, kiedy już tabloidy na jedynkach albo wygadani i niedyskretni goście z wesela pokazali, co trzeba albo i nie w mediach społecznościowych, to już trzeba było sobie zrobić sesję do zaprzyjaźnionej gazety, upstrzoną logotypami zaprzyjaźnionych firm. Ileż to słyszeliśmy o tym, że nie da się wziąć w Polsce ślubu bez latających dronów nad głowami, bez paparazzi zwisających z drzew.

Dziennikarka wspomina o dwóch celebryckich ślubach, na które czeka polski show biznes i pokazuje zdjęcia Agnieszki Szulim oraz Małgorzaty Rozenek:

Czekają nas w tym roku co najmniej dwa wielkie i medialnie już nieprzyzwoicie napompowane jak celebryckie usta śluby, z których relacje z samych przygotowań przypominają meldunki z placu boju, co najmniej jak spod Waterloo albo Westerplatte. Te sprytnie reżyserowane „przecieki medialne”, to bajeczne „mylenie tropów” jakby rodem z gry w „pomidor”, aż się dusza sama raduje, jak to nasi biedni celebryci walczą w pocie czoła o zachowanie swej jakże cennej, choć zwykle wycenionej co do minuty i co do grosza, prywatności. A tu nagle taki Szczęsny, jeden z lepszych bramkarzy, nie tylko w Polsce, z zaskoczenia sobie bierze ślub z Mariną. Ot tak. Zwykły niby piłkarz dał mediom lekcję. Ślub wziął w Grecji, na wyspie, z wybranymi gośćmi najwyraźniej dobranymi nie według klucza z polskich ścianek, ale prawdziwych przyjaciół pary. I co? I szczęka opada wszystkim.

Korwin Piotrowska chwali Wojtka Szczęsnego i uważa, że rodzimi celebryci mogliby się wiele od niego nauczyć:

Mógłby paru celebrytom zrobić medialne szkolenia o tym, jak to się robi, żeby jeśli tego naprawdę, a nie dla picu, chcesz, media dały ci spokój tego dnia. Mamy do czynienia z mega gwiazdami, nie tylko polskiego, ale światowego formatu, które dzień po dniu pokazują polskim, lokalnym celebrytom z Polandu, marzącym o zarobieniu paru koła na ściankach, jak naprawdę gospodaruje się sobą, swoim wizerunkiem i jak nie zostaje się medialnym puszczalskim za torbę z giftami albo darmowy obiad dla całej rodziny.