Anna Sobańda: Zanim został pan Włodkiem Ziębą z "Na Wspólnej", dużo grywał pan w teatrach. Nie tęskni pan za tym?

Zawsze gadałem, że tęsknię, a jakoś nic nie zrobiłem, żeby wrócić. Były jakieś próby, ale nic z nich nie wyszło. Z teatrem wciąż mam kontakt, lubię chodzić na przedstawienia do szkół teatralnych. To mi daje i energię i wyobrażenie na temat tego, co młodzi teraz kombinują.

Gdyby otrzymał pan ofertę ciekawej roli, rozważyłby pan powrót do teatru?

Tak, myślę, że bym spróbował. Ze strachem i szacunkiem do tego oczywiście. Cały czas jestem otwarty na różne wyzwania.

Czy wyobraża pan sobie propozycję, którą mógłby pan odrzucić ze względów ideowych?

Tak, wyobrażam sobie. Zwłaszcza, że ja sobie mogę już na to pozwolić, choćby ze względu na wiek. To są jednak intymne rzeczy, o których wolałbym nie mówić. Jestem już na takim etapie życia, że nie wszystko muszę robić.

Od 13 lat gra pan w serialu „Na Wspólnej”, w latach 80. publiczność pokochała pana za rolę w „Zmiennikach”. Jak ocenia pan zmiany, jakie zaszłym na polskim rynku serialowym od tamtego czasu?

Mamy teraz serialową wojnę. Konkurencja jest ogromna i każdy ciągnie kołdrę w swoją stronę. W „Na Wspólnej” tę kołdrę udaje się utrzymać i myślę, że ona dobrze na nas leży. Przeczytałem już 2320 odcinków tego serialu i do 5000 chciałbym dotrzymać.

Ostatnio pojawiły się doniesienia, że w Polsce ma powstać serial wzorowany na tureckim „Wspaniały stuleciu”, ale opowiadający o Jagiellonach. Zagrałby pan w takiej produkcji?

Nie wiem, czy w Polsce są środki na to, by coś takiego zrobić. Historyczny serial to jest niewyobrażalna ilość pieniędzy. Ale jeśli ktoś odważy się spróbować, proszę bardzo, zobaczymy. Gdybym dostał takie aktorskie zadanie, oczywiście bym się go podjął. Nie wiem jednak, kogo mógłbym zagrać, nie myślałem o tym. Może Augusta II Sasa? W każdym razie musiałby to być jakiś dobrze odżywiony król. (śmiech). Kazimierz Wielki bowiem, według tego, co namalował Matejko, był raczej wielbicielem dam, niż jedzenia, więc ta rola odpada.

Jak skomentowałby pan ostatnią aferę wokół Jerzego Zelnika?

Ja lubię pana Zelnika, choć nie mam z nim specjalnych kontaktów, nie znam go za dobrze. Jedna z definicji demokracji, to obrona wolności. On ma swoją wolność i się w niej porusza. Daj mu Boże zdrowia i niech mu się dobrze wiedzie. Jeśli wierzy w zamach w Smoleńsku, to jego wolność. Mnie to nie przeszkadza. Bardziej przeszkadza mi to, że chcą nam zabrać Europę.

Kto nam zabiera Europę?

Mam na myśli te fale imigrantów. Przez ten problem możemy stracić nasze piękne i godne życie w Europie. Zaczynamy się znów zastanawiać nad paszportami, nie widzę flag europejskich w urzędach. To mnie bardzo martwi.

Myśli pan, że mogą nam Europę odebrać?

To niestety idzie w tym kierunku. I nie chodzi o to, że ktoś w Polsce nam ją odbierze, to z zewnątrz idzie napór, mogą nam zniszczyć Europę i coś, co się tak pięknie zaczęło. Nie rozumiem, dlaczego Litwinom nie podobała się unia z Polską, dlaczego się nie sprawdziła. Nie rozumiem tych animozji. Podobnie z Ukraińcami.

Ostatnio animozji Polski z innymi krajami mamy coraz więcej.

To już jest kwestia rządzących, czy się kłócimy z sąsiadami, czy nie. Vox populi, vox Deli. Jedna z bliskich mi definicji demokracji jest taka, że demokracja to dyktatura głupców, bo głupich jest więcej niż mądrych. Inna definicja demokracji, mówi, że to ustrój, w którym 51% może legalnie okraść pozostałe 49%. Miejmy nadzieję, że ta nasza demokracja się do tych definicji nie dopasuje.

Czy po 13 latach grania Włodka Zięby w "Na Wspólnej" coś z tej postaci przeszło na pana?

Nie, to raczej ze mnie przechodzi na Włodka. Nie da się tyle lat pracować w jednym miejscu, z jedną postacią i udawać. Kreacji jest w tym stosunkowo mało. To niekiedy bywa zgubne. Przykładem jest przypadek Bożeny Dykiel i wątek, w którym miała sparaliżowaną rękę. Będąc świetną aktorką, grała to za dobrze, bo po pół roku zaczęła prosić scenarzystów, żeby uzdrowili już jej bohaterkę, bowiem przekładało się to na jej prawdziwe życie. Zaczynała się jąkać, a jej ręka faktycznie miała jakieś dysfunkcje. Silne identyfikowanie się z rolą może więc być niebezpieczne.

Czym w takim razie różni się pan od Włodka?

W dużej części to jestem ja, ale nie do końca. Prywatnie jestem bardziej energiczny niż Włodek. Gdybym był takim fajtłapą, jak on, żona wyrzuciłaby mnie z domu. W życiu muszę się więc troszkę bardziej starać. Poza tym jednak, ta postać to w dużej mierze ja. Zaspokajanie ambicji aktorski polega zaś na tym, że uczę się tekstu, muszę być dobrze przygotowany do zdjęć. Po drugie, zawsze można dodać coś od siebie, ten pierwiastek meta, który może pojawić się w graniu tak prostych czynności, jak wycieranie talerzy czy podawanie kawy.