Hejt w Internecie jest wyjątkowo silny i bezwzględny. Przekonał się o tym Filip Chajzer, który dostał ostatnio przerażający list, który skomentował takimi słowami:

Reklama

To bardzo dla mnie trudne ale wkleję posta od uroczej brunetki, Pani Irenki Dymowskiej z Chicago. Mam nadzieję, że to pomoże zrozumieć Państwu ile siana można mieć w pustym łbie... To może być moja albo Twoja sąsiadka, uśmiechnięta, uczynna, miła a pod deklem... takie zło. Żeby los był dla tego tępaka łaskawy...

A oto, co pani Irena napisała Chajzerowi:

Panie Chajzer Smierc syna niczego Nie Nauczyla! Wyglada na to ze Nawet POmoga w robieniu karieru. Ale sPOtka pana Nastepna tragedia i to nie jedna! Do puki Doputy nie zacznie Pan szanowac inych Pana Syn nie zazna sPOkoju ! (pis. oryginalna).

Agresywny list internautki był reakcją na rzekomą drwinę dziennikarza z premier Beaty Szydło. Chodzi o zdjęcie, na którym dziennikarz prezentuje przypiętą do swojej marynarki broszkę. Fotkę podpisał:

Ślubuję. Dumnie nosić brochę i nie splamić jej honoru. Szczególnie: keczapem, majonezem, musztardą i sosem z kebsa. Słowo pingwina!