Konflikt pomiędzy Krystyną Pawłowicz i Maciejem Stuhrem rozpoczął się po tym, jak posłanka zaatakowała aktora za jego "żarty ze śmierci Polaków" i uderzyła w jego czuły punkt, czyli chorobę ojca, Jerzego Stuhra.

Maciej Stuhr odpowiedział posłance twierdząc, że jego wystąpienie nie było drwiną wymierzoną w pamięć o Polakach, "a przeciw wszystkim tym, którzy sobie od lat tupolewami i wyklętymi wycieracie gębę zbijając polityczny kapitał"

Do tych słów aktora, posłanka odniosła się w wywiadzie udzielonym fronda.pl. Pawłowicz zaatakowała Stuhra personalnie:

Pan Stuhr nie jest niepokornym i niezależnym artystą. On w ogóle nie jest żadnym artystą, on jest po prostu ugładzonym maminsynkiem. Pajacuje, gdy widzi „wdzięczną” publiczność. Pan Stuhr uważa, że wolno mu wszystko, bo jego środowisko go chroni i stanie za nim murem.

Posłanka nie kryła także swojego oburzenia wobec aktorów, którzy siedząc na widowni Orłów, śmiali się z żartów Macieja Stuhra:

Środowisko aktorskie jest mocno zlewicowane, zliberalizowane, w ich przekonaniu nie ma żadnych barier ani świętości. Uważają, że obrazić można ze sceny każdego: Ojca Świętego, polskich bohaterów, chorych, tragicznie zmarłych.

Pawłowicz najbardziej zbulwersował fakt, iż żarty aktora bawiły Annę Dymną:

Również pani Anna Dymna pokazała swoją nieprzyjemną twarz... Myślałam, że jest to osoba bardziej wrażliwa przez codzienny kontakt z cierpieniem ludzi dotkniętych chorobami, niepełnosprawnością. Uważałam, że jest nawet bardziej wrażliwa, niż inni. Ciekawe, jak pani Dymna zareagowałaby, gdyby pan Stuhr w chamski sposób naśmiewał się z jej podopiecznych.

Na koniec posłanka Pawłowicz mówi, co sądzi o karierze Macieja Stuhra:

Panu Stuhrowi, który żyje odbitym blaskiem swojego tatusia i który sam się właściwie niczym nie zasłużył, pozostała jedynie konferansjerka i pajacowanie.