Kilka dni temu jeden z portali opublikował akt urodzenia małej Lili, na którym dziewczynka nosi nazwisko Madeyski, należące do byłego męża Iwony Węgrowskiej. Tym samym pojawiły się sugestie, że to to amerykański biznesmen, z którym Węgrowska rozwiodła się w 2014 roku, jest ojcem dziewczynki.

Sama Węgrowska postanowiła zdementować te plotki i zapewnia, że jej córka jest dzieckiem jej obecnego partnera, Macieja:

Spokojne macierzyństwo?… Nic z tych rzeczy. Od narodzin Lili krążymy razem z moim partnerem pomiędzy sądem a prawnikiem, po to, by uchronić naszą córkę przed niepotrzebną sensacją. Nie wszystko jest na sprzedaż ale cóż poradzić, kiedy inny robią to za ciebie? Moi drodzy badania DNA, jakie wykonaliśmy z Maciejem jednoznacznie dowodzą, że jesteśmy rodzicami Lili.

Dlaczego zatem dziewczynka nosi nazwisko byłego męża Iwony? Winne jest ponoć polskie prawo:

To nie wina naszej małej, że urodziła się przed upływem 300 dni od rozwodu i formalnie przyjęła nazwisko po byłym mężu. Takie nasze prawo w Polsce.

Na koniec swojego facebookowego wpisu, Iwona Węgrowska apeluje o pozostawienie jej rodziny w spokoju:

Do czego zmierzam? A mianowicie nikt z was nie ma prawa mnie oczerniać i mojego partnera oraz narażać nas na nie potrzebny stres pisząc stek bzdur. To szczyt bezczelności i cios poniżej pasa. Wypraszam sobie pisanie kłamstw na temat naszej córki. Pewien portal nie zdaje sobie sprawy, z tego, że narusza moje dobra osobiste i przedstawia w złym świetle jako matkę. Sprawę skierowałam do mecenasa, bo nie będę wiecznym workiem treningowym. Dosyć!!!! Dla waszej informacji 2. 03 w sądzie w Warszawie odbędzie się sprawa o ustalenie nowego aktu i nazwiska, bo do tego kto jest ojcem nie mamy żadnej wątpliwości. A wy przestańcie mnie już oczerniać i robić ze mnie idiotkę. Szukacie taniej sensacji i nie zostawię tego tak na pewno.