W rozmowie z tygodnikiem "Na Żywo", Maria Gutowska opowiedziała, jak wyglądają jej relacje z wdową po ojcu, Małgorzatą Niemen:

Reklama

Gdy poprosiłam Małgosię o kapelusz taty czy jakieś zapiski, kompozycje, które byłyby dla mnie i moich dzieci wielkim skarbem, powiedziano mi, że nic mi się nie należy. Powód? Nie utrzymywałam z nim kontaktu i nie dbałam o niego. Te słowa bolą, bo to wszystko nieprawda.

Maria wspomina jednak, że nie zawsze jej stosunki z macochą były tak napięte:

Po śmierci ojca byłyśmy dla siebie wielkim oparciem. Wydawało mi się, że zgodnie zadbamy o schędę po nim. Ale od Małgorzaty usłyszałam, że nie byłam dla niego nikim ważnym. Mówi to kobieta, którą kiedyś uważałam za swoją przyjaciółkę. Była tylko 5 lat starsza ode mnie, często gościłam w domu, gdzie mieszkała z ojcem. Gdy tata żył, byłam u nich serdecznie przyjmowana. Cieszyłam się, gdy na świat przyszły moje przyrodnie siostry. W dzieciństwie zupełnie nie rozumiałam, o co chodzi z tym gwiazdorstwem ojca. Gdy wkroczyłam w dorosłość, czułam dumę, podziw, ale zawsze oddzielałam Czesława Niemena osobę publiczną od mojego ojca. Ukrywałam swoje związki z nim jako osobistą i nieprzekraczalną dla nikogo granicę prywatności.

Najstarsza córka Czesława Niemena nie zamierza poddawać się w walce z macochą:

Sąd wydał postanowienie na moją korzyść, ale Małgorzata je zaskarżyła. Od tamtej pory odbyło się kilkanaście rozpraw, trwa to już piąty rok. Ojciec by nie pochwalał tego, co się dzieje, ani nikt z rodziny Wydrzyckich.