Do incydentu doszło w czerwcu, na jednym z toruńskich osiedli. Tancerz bawił się na domowej imprezie, zorganizowanej przez koleżanki. Kiedy sąsiedzi prosili imprezowiczów o mniejszy hałas, w odpowiedzi usłyszeli wyzwiska. Wówczas postanowili wezwać policję.

Reklama

Jak relacjonuje gazeta.pl, oskarżony wyznał przed sądem, że muzyka podczas imprezy faktycznie była zbyt głośna. Zeznał również, że kiedy zorientował się, że zabawa może zakończyć się kłopotami, postanowił opuścić mieszkanie koleżanek. Przyznał także, że kiedy zobaczył podjeżdżających pod blok funkcjonariuszy, stojąc na balkonie, krzyknął do kolegów imprezowiczów "o k**wa, psy przyjechały". Jak twierdzi jednak, kiedy wyszedł z klatki, próbując opuścić imprezę, został zaatakowany przez funkcjonariuszy:

Usłyszałem ich krzyk, ale nie zrozumiałem, co mówili, po czym znalazłem się na ziemi i zostałem zagazowany - referował Rafał M.

Policjanci twierdzą, że celebryta zachowywał się agresywnie i nie chciał się wylegitymować. Kiedy sędzia zapytał, czy Rafał M. używał wobec funkcjonariuszy obraźliwych słów, ten stwierdził:

Nie ukrywam, że były bluźnierstwa. Byłem tak zszokowany, że nie jestem już w stanie podać, co mówiłem. Na pewno nie obrażałem funkcjonariuszy

Zapytany na koniec, czy ma sobie coś do zarzucenia, oskarżony stwierdził:

Niepotrzebne były te słowa na balkonie - powiedział i dodał, że wielokrotnie już był o coś pomawiany i bezpodstawnie oskarżany tylko dlatego, że jest rozpoznawalny.

Kolejna rozprawa odbędzie się w maju. Wówczas w sądzie pojawią się świadkowie zdarzenia.