Związek Moniki Richardson i Zbigniewa Zamachowskiego był dużym zaskoczeniem dla całej branży artystycznej. Romans ten szczególnie mocno przeżyli żona i dzieci aktora, którzy na łamach kolorowych gazet czytali kolejne rewelacje dotyczące nowej miłości taty. Teraz, kiedy medialny szum wokół tego romansu ucichł, para planuje się pobrać.

Reklama

Na łamach "Show", Monika Richardson zapewnia, że będzie to ostatnia, wzbudzająca ciekawość mediów, sensacja w ich związku, z uwagi zaś na emocje bliskich, nie planują hucznej uroczystości:

Nie planujemy dzieci. Nasz ślub jest więc chyba ostatnią sensacją związaną z naszym związkiem. Planujemy bardzo prywatną ceremonię, bo co tu dużo mówić, nabroiliśmy w życiu sporo. I dla mnie, i dla Zbyszka będzie to już trzeci ślub. Pozostawiliśmy za sobą parę poranionych osób, nie chcemy więc robić szopki. Ślub jest nam bardzo potrzebny psychicznie, a także do uregulowania spraw rodzinnych. Ja mam 42 lata, Zbyszek – 53. W tym wieku życie w konkubinacie nie jest fajne. Jesteśmy razem od trzech lat. Wydaje mi się poza tym, że zalegalizowania związku jest również potrzebne naszym bliskim. - powiedziała dziennikarka.

Richardson wyznała także, że wraz z Zamachowskim musiała wyprowadzić się z pięknej willi, w której dotychczas mieszkała. Parę nie było bowiem stać na utrzymanie domu, u uwagi na wysokie alimenty aktora:

Mieszkamy w Konstancinie. Zrobiliśmy to z czysto ekonomicznych względów. Nie stać nas już było na dom i na Zbyszka alimenty. Po prostu. Myślę, że już tam nie wrócimy. Może to smutno zabrzmi, ale to już chyba zamknięty rozdział w moim życiu. Ostatnio usłyszałam od taty, który zaprojektował budynek: "Moniczko, ty już przecież mieszkałaś w tym domu, już go miałaś". Traktuję więc ten dom jak swoje dziecko, które poszło w świat.