Dziennik.pl: Jak odnajduje się Pani w duecie ze swoim nowym partnerem w "Pytaniu na śniadanie"?

Fantastycznie. Bardzo fajny, sprawny reporter z dużym doświadczeniem. Dziennikarz ciekawy świata, inteligentny, uroczy, fotogeniczny, dobrze się na niego patrzy, dobrze się go słucha, ma świetny głos. Bardzo dobrze nam się współpracuje, ufamy sobie i jest naprawdę fajnie.

Wobec programów śniadaniowych, bardzo często pojawia się zarzut, iż poruszane są w nich błahe, żeby nie powiedzieć, głupkowate tematy. Czy Pani zdarzyło się kiedyś czuć zażenowanie z powodu tematu, na jaki musiała Pani dyskutować na antenie?

Nigdy nie czuję zażenowania. Uważam, że świat jest ciekawy w swojej złożoności i różnorodności. Można rozmawiać o brokatowym makijażu i o najnowszej premierze operowej. Obydwa tematy są ciekawe, choć każdy trafia do innego widza. Ja uważam, że żadnego widza nie należy ignorować, czy traktować lekceważąco. Są ludzie, którzy lubią skomplikowane komunikaty, a są i tacy, do których należy mówić prostym, choć nie prostackim językiem. Są tacy, którzy interesują się kulturą, a dla innych pasjonujący jest sport i nigdy nie chodzą do kina czy teatru. Nasze piątki w „Pytaniu na śniadanie” są dość mocno kulturalne, więc tego typu tematów, dotyczących także kultury z najwyższej półki, jest sporo. Czasami aż się prosi o to, żeby porozmawiać o psach, rybkach, wyjeździe na wakacje czy lekach, które możemy sobie sami zaaplikować, czyli takich rzeczach typowo poradnikowych, które naszych widzów interesują bardziej, niż te tematy z najwyższej półki, na przykład kulturalne.

Co Pani sądzi na temat zapraszania do tego typu programów osób, które mają jedynie wzbudzić sensację, niekoniecznie zaś wnieść jakąkolwiek wartość do dyskusji. Jest taka grupa postaci w Polsce, o których wiadomo, że ich pojawianie się na antenie, z pewnością przyniesie audycji rozgłos.

To nie u nas, to w TVN. Nam nigdy nie zdarza się zapraszać gości tylko po to, by wzbudzali sensację.

A jaka jest Pani osobista opinia o całej dyskusji na temat gender, która toczy się obecnie w polskich mediach.

Odpowiem pani żartem. Mój partner zagrał w filmie „Jack Strong” pułkownika o nazwisku Gendera. I na jednym z pokazów prasowych, nie wiem, czy to był Krzysiek Varga, czy jakiś inny dziennikarz, krzyczał „O Gendera, Gendera”. Jego rola to rola pułkownika kontrwywiadu w czasach PRL, więc naprawdę z gender nie ma nic wspólnego, ale odkąd zaczęła się akcja promocyjna tego filmu, podczas której czasem Zbyszkowi towarzyszę, przysięgam pani, że jeszcze nie było wywiadu, w którym nie spytali by go o gender. To jest piękna ilustracja tej dyskusji, która jest na takim poziomie głębokości, na jakim jest pomylenie pułkownika Gendery ze strasznym gender.

Dziękuję za rozmowę

Również dziękuję

Monika Richardson - polska dziennikarka, prezenterka telewizyjna, autorka książek. Obecnie można oglądać ją na antenie TVP2 w roli współgospodyni piątkowych wydań "Pytania na śniadanie"