O Filipie Chajzerze ostatnio znów zrobiło się głośno, za sprawą jego reportażu, który obnażył niewiedzę i ignorancję modowych blogerów. Materiał wzbudził sporo kontrowersji, bowiem jedni uznali, że w doskonały sposób pokazał prawdziwe oblicze napuszonego świata wielbicieli mody, inni zaś zarzucali mu stronniczość i manipulację. Na całym zamieszaniu niewątpliwie najbardziej skorzystał sam Filip Chajzer, którego nazwisko znalazło się na ustach całej Polski.

W wywiadzie dla portalu onet.pl, reporter, który prywatnie jest synem Zygmunta Chajzera, opowiedział o swoich trudnych początkach w zawodzie dziennikarza:

To jest tak naprawdę robota dla dzieciaków z bogatych domów albo dla nieprawdopodobnie zdeterminowanych ludzi. Bo na początku musisz mieć zaplecze, cashflow z racji tego, że pracujesz tylko na stażach. Musisz być przygotowany na to, że przez pierwszy rok, dwa, trzy, będziesz zarabiać 300, 400, 700 złotych. Czytałem kiedyś wywiad chyba z Kuźniarem i podobny z Poradą, którzy opowiadali, że jak zaczynali pracę w TVN-ie to szli po robocie na bazar na Sadybę zgarniać warzywa, które się nie sprzedały. Na początku tak to wygląda. Ale później to, co zrobisz z karierą, zależy wyłącznie od ciebie.

A kto jest dla Filipa Chajzera autorytetem? Okazuje sie, że kiedyś był nim Mariusz Max Kolonko:

Jak ci powiem, że kiedyś przepadałem za Maxem Kolonko, to zaraz cały internet będzie miał ubaw (śmiech). Ale on mi się zawsze strasznie podobał. Serio. To, co robił w swoich amerykańskich czasach było dobre, jakieś. Jeszcze Wołoszański i oczywiście Clarkson... Lubię wyraziste osobowości.

Chajzer wyznał także, że praca dla stacji TVN bywa niekiedy niebezpieczna:

Robiłem materiał z Euro 2012. Mecz Polska-Rosja. Było grubo. A ja lubię kiedy jest niebezpiecznie. Logo TVN nie jest zbyt lubiane przez kibiców warszawskich. A tam byli sami kibole. Pakowaliśmy się z operatorem do samochodu na Hożej. Zauważyłem tłum, który zmierzał w naszą stronę. Samochód oczywiście był oklejony emblematami TVN-u. Zaczęli wrzeszczeć i rzucać wyzwiskami. Operator został przy aucie, ja do niego wsiadłem. I wiedziałem, że mam dwie opcje. Albo go zostawię i go zabiją, albo wysiądę i zabiją nas obu. Wysiadłem. A oni nagle: "Zygmuś, k...wa, jak tyś te koty rozdawał, to ja płakałem i moja matka płakała". To jedna historia, w której zawdzięczam życie ojcu. Drugi raz to Święto Niepodległości. 11 Listopada. Staliśmy z boku, mniej więcej między tłumem, a policją. Podchodzi do mnie taki wielki gość i mówi: "Panie Filipie, proszę się odsunąć, bo będziemy zaraz kamieniami napier...lać."

A oto reportaż Filipa Chajzera, który wywołał prawdziwą burzę w mediach:

http://youtu.be/jsKHgB0fwM4