Dziennik.pl: W ostatnim czasie nieco zniknęła Pani z mediów. Czy to chęć odpoczynku, czy też szykuje Pani jakiś nowy projekt?

Ilona Felicjańska: Szykuję nowy projekt oczywiście (śmiech). Wie Pani co, moje bywanie w poprzednim sezonie, było takim bywaniem z premedytacją. To nie jest prawdą, że mam takie parcie na szkło, jakie mi się zarzuca. Chciałam pokazać, że nieprawdą jest też to, że się mnie nie zaprasza, czy to, że jest u mnie źle. Czytałam różne nieprawdziwe rzeczy o sobie, dlatego bywałam. Teraz byłam na pokazie Bohooco, bo strasznie cenię chłopaków, ale generalnie myślę, że czas odpocząć i robić ważniejsze rzeczy. Czas zacząć robić to, co jest tą moją rolą.

Co jest zatem rolą Ilony Felicjańskiej w show biznesie?

Po pierwsze kontynuowanie mojej akcji „Pamiętaj o samokontroli”. Po drugie jest kontynuacja książki „Cała prawda o …”. Bo ta książka, oprócz tego, że jest wywiadem-rzeką i spowiedzią, jest także takim trochę dekalogiem dla kobiet, takie mam informacje zwrotne. Piszą do mnie, dziękują, bo ta książka, tak jak mój życiorys, jest oparta na wielu przeszkodach, jakie w życiu przeszłam. Tam jest depresja, trochę przemocy, uzależnienie, złe dzieciństwo i brak wiary w siebie. To wszystko co mnie spotkało, spotyka także miliony kobiet w naszym kraju i nie tylko. Kiedyś byłam zła, na panią Korwin-Piotrowską, która mi zarzucała, że mogłam być ambasadorką uzależnionych kobiet, a się rozdrabniam. Teraz czuję, że bycie tą ambasadorką kobiet uzależnionych, ale nie tylko, także kobiet potrzebujących wsparcia, jest tą moją drogą. Co nie zmienia faktu, że nie zamierzam rezygnować z innych rzeczy. Mam chyba więcej energii niż inni i nie jestem w stanie nie pozować do zdjęć, nie stawiać sobie nowych wyzwań. Właśnie mam na przykład w planach naukę śpiewu. To jest takie stawianie sobie wyzwań. Uważam, że nie potrafię śpiewać, ale może nie potrafię, bo się nigdy nie uczyłam. Więc pójdę, wezmę kilka lekcji, żeby zobaczyć, czy nie jestem w stanie zaśpiewać.

Czy to oznacza, że możemy niebawem spodziewać się jakiegoś singla w wykonaniu Ilony Felicjańskiej?

Nie mam pojęcia. Mój przyjaciel, Yossarian Malewski jest kompozytorem, który robi genialną muzykę. Nasza znajomość zaczęła się od tego. JW momencie, w którym on do mnie napisał właśnie ze słowami, chciałbym żebyś zaśpiewała do mojego utworu, ja nienawidziłam mężczyzn. I to było dla mnie tak abstrakcyjne, że tylko dlatego zwróciłam na niego uwagę i zaczęliśmy rozmawiać. Nie wiem więc, czy ukaże się singiel.
Wiem jednak, że chcę mówić kobietom, żeby dbały o zdrowy egoizm, żeby pamiętały o sobie. Chcę zwracać ich uwagę na to, by pamiętały, że jeżeli one nie będą szczęśliwe, to nie są w stanie stworzyć szczęśliwego świata wokół siebie. Chcę mówić kobietom, że nasze dzieci potrzebują szczęśliwej matki, a nie matki, która cały czas jest przy nich i jest z ich ojcem, z którym nie jest szczęśliwa. Przeszłam długą drogę, ciężką ale to mam wrażenie pozwala mi zabierać głos w tych sprawach.

Właśnie częstym zarzutem wobec celebrytów jest to, że chcą być autorytetami w dziedzinach, o których niewiele wiedzą i w których nie są ekspertami. Czy Pani nie obawia się zatem takich głosów?

Ja skończyłam bardzo dużo różnych terapii. Na pewno uzależnienie jest mi najbliższe i wiem o nim najwięcej. Ale byłam na wielu psychoterapiach, na wielu warsztatach i życie pokazuje, że zarówno alkoholizm, wszelkie anoreksje, bulimie, nowotwory czy depresje, bardzo często wynikają z tego, że zapominamy o sobie. Nasz organizm już nie wytrzymuje i to jest taki sygnał ostrzegawczy – kobieto zwróć na to uwagę. Moje uzależnienie i mój wypadek były takim pukaniem z góry – zwróć uwagę, zacznij żyć dla siebie, a nie dla innych. Ja żyłam dotąd dla innych i udawałam, że jestem szczęśliwa. Coraz bardziej ukrywałam ten brak szczęścia i jak już nie umiałam tego ukrywać przed sobą, sięgałam po alkohol. Na szczęście zauważyłam te znaki od losu i jestem w takim miejscu, w jakim jestem. Jednak ja cały czas jestem w terapii i uczę się, jak być lepszą. Już zaczynam mówić: jestem szczęśliwa, że jestem uzależniona. Bo ta terapia uzależnień nauczyła mnie nowego, dobrego życia. Bo u nas na terapiach i w AA mówi się: nie oceniaj, nie krytykuj, nie dawaj rad, możesz tylko powiedzieć innym, co ty zrobiłeś w danej sytuacji. I to jest najlepsze. Ciężko w tym zabieganym świecie, gdzie jest tylko pogoń za pieniądzem i sukcesem, odnaleźć tę prostotę życia. Ja z wiekiem doszłam do wniosku, że życie jest dużo prostsze niż nam się wydaje, tylko my sami je komplikujemy. Inną zasadą, jaką powtarzam zwłaszcza panią, jest zaufaj sobie, posłuchaj swojego serca. Bo my mamy odpowiedzi na każde pytanie, tylko strach nas blokuje i przez niego nie realizujemy marzeń i nie robimy tego, co dałoby nam poczucie spełnienia i szczęście. Teraz, po wszystkim co przeszłam mówię, że to są proste zasady. Ale gdyby zapytała mnie pani o to 2 lata temu, to chyba powiedziałabym, że już nie umiem żyć. Ale udało mi się, jestem takim przykładem, że z największego dołu można wyjść. A ja byłam naprawdę w bardzo głębokim dole.

W jaki sposób, chce Pani pomagać osobom zmagającym się z alkoholizmem?

To jest bardzo ważne, chciałabym w naszym kraju zmieniać stereotypy dotyczące uzależnienia i osób uzależnionych, bo to jest bardzo trudna choroba, dotykająca wielu osób. W każdym domu w naszym kraju jest ten problem jakoś tam dotykalny i widoczny, a jednak niewiedza na temat uzależnienia i stereotypy mówiące o alkoholiczkach puszczających się, czy alkoholikach śmierdzących i leżących pod pobudką z piwem powodują, że ta osoba nie potrafi się przyznać, zwłaszcza przed samą sobą do tego że jest uzależniona. A tylko przyznanie się przed samym sobą może być pierwszym krokiem do tego, żeby zacząć się leczyć.

W ostatnich dniach media żyją aferą wokół Anny Samusionek. Czy Pani przyłącza się do grona osób krytykujących postępowanie aktorki?

Nie chcę zabierać głosu w tej sprawie, ponieważ znam panią Anię Samusionek tak jak większość celebrytów, czyli nie znam prawie w ogóle. Nie znam jej historii, a jednocześnie wiem, jak media potrafią manipulować kawałkami prawdy którą znają.
Ja w którymś momencie wiedziałam, że najtrudniejsze, ale jednocześnie najważniejsze co mogę zrobić dla siebie i swoich dzieci, to muszę się rozwieść. Jednak żeby dostać rozwód od swojego męża, musiałam zgodzić się na jego warunki. Jednym z nich było to, że miejsce zamieszkania dzieci będzie przy ojcu. Tony wypłakanych łez i rozmów z psychologiem doprowadziły do tego, że powiedziałam, iż to jest najlepsze wyjście w danym momencie. Ja byłam wówczas na początku niepicia, a walka w sądzie i to co się dzieje teraz z panią Anią Samusionek, prawdopodobnie spowodowałoby u mnie powrót do alkoholu. Więc to, co mogłam dać moim dzieciom w tamtym momencie, to zgodzić się na warunki mojego męża. Od razu w mediach pojawiła się krytyka, nieprawdziwe informacje, że zostałam pozbawiona praw rodzicielskich, że jestem złą matka. Więc jak ja mogę zabierać głos w sprawie kogokolwiek, nie znając do końca tej sytuacji. Bardzo przykro czytać te wszystkie doniesienia, zwłaszcza kiedy samemu ma się dzieci. Ja wszystko co zrobiłam, zrobiłam dla synów. Wyprowadziłam się z własnego mieszkania, aby moi synowie ze swoim ojcem mogli w nim mieszkać, codziennie pokonuję całą Warszawę komunikacją miejską, żeby pojechać do nich, ugotować, odrobić lekcje. Każdy jest kowalem własnego losu. Ja zacisnęłam zęby i już nawet nie komentowałam tego, jak źle się o mnie mówiło.

Jednym z głównych zarzutów wobec Anny Samusionek jest obecnie to, że cały ten rodzinny dramat odbywa się na forum publicznym, przez co najbardziej cierpi jej córka. Pani również swego czasu zarzucano krzywdzenie dzieci przez publiczne opowiadanie o problemach osobistych.

Moje dzieci mają szczęśliwą matkę i dzięki temu są szczęśliwe razem ze mną. Rozmawiam z nimi, pytam o to i wiem, że nie było żadnych złośliwych komentarzy ze strony ich kolegów. Jestem w kontakcie z rodzicami ich kolegów. Kiedy w szkole jest jakaś wycieczka i jest potrzebny dodatkowy opiekun, oni natychmiast dzwonią do mnie, czyli nie wstydzą się mnie. Zdarza się czasami, że usłyszą coś złego w telewizji albo od kolegów taty i wtedy mnie pytają. Kiedyś usłyszałam: mamo koledzy taty pytają mnie, dlaczego ty mówisz niepotrzebnie te złe rzeczy o nim. Ja wtedy odpowiadam im, że po prostu mówię prawdę, nie kłamię i nie oszukuję. Powiedzenie tej prawdy, było częścią mojej terapii. Nie może być tak, że ktoś może robić złe rzeczy, a druga osoba, czyli ofiara nie może o nich mówić. Nasze społeczeństwo jednak bardzo często staje po stronie kata. Ja nie chcę mojego męża nazywać katem, ale bardzo często zarzuca mi się, że wyciągam brudy. Ja nie wciągam brudów, ja mówię jak było. Wiele kobiet żyje właśnie w takich związkach, o który boją się mówić.

Na zakończenie zatem, czy Ilona Felicjańska, jest obecnie szczęśliwa?

Jestem bardzo szczęśliwa. Z każdym miesiącem wzmacniam siebie, odnawiam wiarę w ludzi i wiarę w to, że życie może być piękna. A jednocześnie dociera do mnie, że miłość w życiu jest bardzo ważna i to nie chodzi o miłość do partnera, ale też miłość do dzieci i miłość do siebie. Ja jakby od początku zaczęłam kochać siebie, bo nie lubiąc siebie, nie jesteśmy w stanie być szczęśliwi.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Ja również dziękuję.

Ilona Felicjańska - polska modelka, w 1993 roku zdobyła tytuł II wicemiss Polonia. Jest autorką dwóch książek, "Wszystkie odcienie czerni" oraz "Cała prawda o ...". W 2012 rozpoczęła kampanię społeczną skierowaną do kobiet – "Pamiętaj o samokontroli".