Krzysztof Krawczyk w wywiadzie dla "Super Expressu" został zapytany o to, czy czuje się człowiekiem bogatym. Muzyk przyznał, że choć dziś jest zamożny, to w przeszłości cierpiał głód i biedę:

Reklama

Ludzie oceniają mnie wysoko i oczywiście, jeśli porównać mnie z kimś, kto nie ma na chleb, lekarstwa, to jestem zamożny. Ale gdyby mnie porównać z rekinami biznesu, to oni w tydzień, miesiąc zarabiają tyle, co ja w rok. Tak naprawdę jedyną luksusową rzeczą, jaką mam, jest samochód, którym jeździmy w trasy. Mogę się w nim położyć, oglądać telewizję. Z moją Ewą odkładamy na czarną godzinę, gdyby coś mi się stało, gdyby stało się coś na rynku. Byłem kiedyś bardzo biedny, gdy umarł mi ojciec, miałem wtedy 16 lat. Pewnego dnia stanąłem przed restauracją Słoń w Łodzi, wcale nie pierwszego sortu. Pachniało schabowym, ziemniakami polanymi skwarkami, a ja - jak nastolatek, chciałem porządnie zjeść. I wtedy przyrzekłem sobie, że nigdy już nie będę głodny. Kiedy już byłem znany, poszedłem tam z moją Ewą na obiad. "Wszystkim po lufie" - powiedziałem. Klienci restauracji byli zachwyceni. Ale poza tym jednym razem to powiem, że bieda bardzo mi nie przeszkadzała.

Artysta wyznał także, że młodzi ludzie, którzy obecnie zaczynają swoją karierę zawodową, mają zbyt materialistyczne podejście do tego zawodu, a ich oczekiwania finansowe nie przystają do rzeczywistości:

Dziś młodzi zachowują się, jakby byli odkrywcami złota. Myślą, że jak będą mieć jeden hit, to kasa będzie im sypać się z nieba. Ale niezwykłość tego zawodu jest na wielu poziomach. W czasie koncertu i po nim człowiek dostaje taki zastrzyk akceptacji, której potrzebuje przecież każdy, taki zastrzyk adrenaliny, endorfiny, innych hormonów, że czuje się spełniony, szczęśliwy. Odkryłem to, mając 40 lat. Dzisiaj to też jest dobry zarobek, co ma ogromne znaczenie.

Krzysztof Krawczyk stwierdził także, że wbrew temu, co wydaje się młodym debiutantom, pieniądze zarobione na muzyce nie są ani łatwe, ani szybkie.