Po raz pierwszy pojawiła się na czerwonym dywanie w towarzystwie karateki, Tomasza Puzona. Na kolejnych imprezach bywała już sama, co nie przeszkodziło jej w zwracaniu na siebie uwagi paparazzich. Ubrana w odważne stroje stawała przed obiektywami i pławiła się w błysku fleszy niczym największe gwiazdy naszego show biznesu. Następnie jej zdjęcia publikowały tabloidy i plotkarskie portale, jedne nazywając ją "dziewczyną Tomasza Puzona", inne zaś błędnie podpisywały jej fotki nazwiskiem Patrycji Pająk (inna celebrytka, która stała się znana dzięki sądowej rozprawie o implanty piersi).

Reklama

Teraz okazuje się, że obecność Beaty Pruskiej na salonach była swego rodzaju eksperymentem, którego autorem jest Daniel Wrocławek. W swoim filmie dokumentalnym zatytułowanym "Celebryci", twórca chce pokazać, jak łatwo w ciągu miesiąca można wykreować celebrytę, którym zainteresują się media:

Nie wiedziałem, że w Polsce to jest takie proste. Wystarczy trochę manipulacji i tak naprawdę można zrobić celebrytę z każdego - powiedział w "Dzień Dobry TVN"

Sama bohaterka zamieszania wyznała także, że nikogo nie interesowało to, kim jest. Wystarczyło, że miała na sobie odważną kreację i chętnie pozowała fotoreporterom:

Nikt nie interesował się tym, kim jestem. Wystarczy być i zwrócić na siebie uwagę i paparazzi się ustawiali - powiedziała w śniadaniowej audycji.

Na zakończenie rozmowy, reżyser stwierdził, że jego film odniesie sukces, kiedy Beata Pruska zostanie celebrytką.

Jak sądzicie, ma na to szanse?