Jak wyznała w jednym z wywiadów sama Felicjańska, jej książka jest powieścią fikcyjną, jednak niektóre jej fragmenty są wzorowane na własnych doświadczeniach modelki oraz sytuacjach zaczerpniętych z życia jej znajomych. Zobaczmy zatem, co wyszło spod pióra celebrytki:

Reklama

Cierpienie zmienia się w przyjemność. Początkowo ulotną, krążącą gdzieś na granicach wszechświata świadomości. Potem żądając coraz silniejszych wrażeń, spazmów ekstazy, otumaniających wybuchów radości. I nagle to ja domagam się czegoś ostrzejszego, mocniejszego, to ja szepczę mu do ucha sprośności i namawiam do przekraczania wszelkich granic. Oplatam go nogami, prowokuję i kuszę. Chcę mocniej, szybciej, gwałtowniej. Chcę dzikiego seksu, miłości porywczej i niezwykłej. Chcę, by zerżnął mnie jak nikt dotąd, doprowadził na skraj ostateczności. Pragnę przyjemności niezmierzonej, nieokiełznanej. Żądam czegoś żywiołowego i pierwotnego. Wiję się na nim, pospieszam, staram się narzucić rytm, nie dbam o pułapki niebezpiecznej prędkości i wtedy czuję, jak nadchodzi fala, jak rośnie na horyzoncie, potężnieje, poraża ogromem i nieuchronnością. Nie myśl o złych rzeczach, dziewczyno. Wszystko, co złe, już cię spotkało. Czas na trochę uśmiechów. Czy rozkoszna błogość, którą czuję, to zło?

W innym fragmencie, Ilona Felicjańska opisuje swój niekontrolowany orgazm:

Mam niekontrolowany orgazm. Naprawdę niekontrolowany. Jęczę dobrą minutę, a teraz po prostu krzyczę i gówno mnie obchodzi, czy ktoś słyszy. Mam ochotę krzyczeć. Mam ochotę i to robię. Słyszysz, świecie, nic mnie nie obchodzi, co sobie o mnie pomyślisz! Jak mnie nazwiesz. Spadaj, schowaj się. Mam taki orgazm, że muszę to wykrzyczeć! I koniec. Oskar się śmieje. Ja mam na to zbyt gorące policzki. Zbyt trudno złapać mi oddech i opanować drżenie całego ciała. Palce dygoczą jak w febrze. Zęby szczękają, wargi sinieją. A on? Zaciska dłoń na moich ustach, jakby chciał mnie powstrzymać, zdusić krzyk. Nie powstrzymuj mnie, do cholery! – O Boże – mówi, kręcąc z niedowierzaniem głową. Sama nie wiem, co to oznacza. Czy to, że i jemu było tak dobrze, czy tylko nie może uwierzyć, że dałam taki koncert. – O Boże – potwierdzam. Jesteśmy w samochodzie, na tylnym siedzeniu. Moje kolana zdziera szorstka skóra kanapy. Siedzę na nim, on siedzi we mnie. Pulsuje. Wciąż wylewa się do środka ostatnimi spazmami, a potem wycieka razem z tym, co ze mnie ucieka od rozkoszy i tego krzyku. Samochód stoi w lesie, w głuszy. Mogę krzyczeć do woli. Nikt nie ma prawa żądać od ciebie milczenia, Anno. Nikt.

Jest także fragment mówiący o tym, jak bohaterka książki zaszła w drugą ciążę:

Drugie dziecko płodzimy przez przypadek, w noc sylwestrową. Nie bardzo pamiętamy, jak to się stało i dlatego się stało. Jesteśmy kompletnie pijani. Trochę się śmiejemy, trochę pijemy wino, trochę się całujemy. Kilka drobnych pieszczot i Paweł już nabiera ochoty. Ślini się na mój widok, przebiera niespokojnie nogami. Cieszy mnie to. Moje ciało wciąż go pociąga, a samo też dojrzewa, uczy się dawania radości jemu i sobie.

Czy te fragmenty zachęciły Was do zakupu książki Ilony Felicjańskiej zatytułowanej "Wszystkie odcienie czerni"?