Kinga Rusin na swoim blogu postanowiła wyjaśnić, dlaczego zdecydowała się oddać na aukcję sukienkę, w której przystępowała do ślubu:

Każdemu, kto oddaje coś na rzecz WOŚP, zależy na jak najwyższej wylicytowanej kwocie. Obserwowanie jak przybywa pieniędzy na koncie Orkiestry jest… podniecające. Chcąc wziąć udział w tej grze chciałam oddać na aukcję coś wyjątkowego. Oddałam wspomnienia (i przy okazji bardzo piękną suknię w modnym dziś stylu "vintage"), zdając sobie sprawę, że może to wzbudzić kontrowersje, a może nawet po cichu na to licząc;).

Gwiazda TVN-u opisuje także, w jaki sposób nabyła tę kreację:

Zdjęć ze ślubu cywilnego (wychodziłam za mąż przed podpisaniem Konkordatu) w zasadzie nie ma. Ocalały dwa i to bardzo słabej jakości. Skromna to była uroczystość, w towarzystwie rodziców i mojej, wtedy najlepszej przyjaciółki, oraz jej męża. Do ślubu cywilnego chciałam założyć coś wyjątkowego i mojego własnego. Wtedy pierwszy chyba raz poszłam do skromnego, jak na dzisiejsze czasy, ale wtedy jedynego w Warszawie sklepu z markowymi ubraniami. Ta suknia była pierwszą moją "designerską" sukienką (Valentino Couture), kupioną za równowartość moich trzech miesięcznych pensji. Z tego chyba powodu, a nie z żadnego innego miałam i mam do niej olbrzymi sentyment.

Na koniec wpisu zaś, Kinga lekko ironizując sugeruje, iż kreację mógłby kupić Tomasz Lis, któremu w dniu ślubu sukienka ponoć się podobała:

To od ponad dwudziestu lat dzień narodowego zrywu, jedyny być może w ciągu roku prawdziwy dzień jedności narodowej, kiedy zakopywane są "wojenne topory". Ta sukienka, o ile mnie pamięć nie myli, podobała się mojemu mężowi. Może, w szlachetnej sprawie mógłby ją teraz kupić? Nawet gdyby miał zaraz potem spalić;).

Jak sądzicie, czy Tomasz Lis przychyli się do prośby byłej żony i wylicytuje suknię, którą miała na sobie, gdy składał jej przysięgę małżeńską? Ciekawe, jak na taki gest zareagowałaby jego obecna żona, Hanna Lis.