Pytana przez "Galę" o czyhające w świecie show-biznesu pokusy, Przybylska odpowiedziała, że czasem w jej głowie pojawia się myśl, "co by było, gdyby...". Ale aktorka zaraz wraca na ziemię.

Nie kadząc Bieniukowi (życiowy partner Przybylskiej - red.), to kogo ja miałabym rozebrać? Ja mam prawie dwa metry faceta w domu, cały w mięśniach, śliczny. Inteligentny. Dowcipny. Zarabiający. Niełysiejący - wyliczała zalety swego ukochanego Przybylska. 

Zapewniła, że choć zdarza jej się grać ze znanymi i przystojnymi aktorami, nigdy nie korciło ją, by próbować jakiegoś romansu.

Jak mi się koledzy z planu rozbierają w garderobie, patrzę, no dobry aktor, przystojny, ale nieee... Nawet nie to, że tam jest bardzo źle pod tymi ciuchami, ale w porównaniu... Zdjęcie w portfelu noszę i jak tak sobie patrzę... - mówiła ze śmiechem.

Przybylska żartem dodała, że może jak jej gwiazda zacznie przygasać, to zafunduje sobie medialne rozstanie, które podobno bardzo dobrze robi na karierę. Na razie, jak sama przyznała, na brak propozycji nie narzeka.

Im mniej mnie jest, tym więcej mnie chcą. Nie muszę chodzić na bankiety, żeby dostać rolę. Telefon dzwoni u mnie nieustannie, uwierz mi. Musi być naprawdę cos wyjątkowego, żeby mnie skusić - przekonywała aktorka.