Wywiad ukazał się w portalu www.polskatimes.pl.

Wojciech Mann odpowiadał między innymi na pytania związane z kondycją polskich mediów. Wnioski są smutne.

Mann ma spore wątpliwości co do poziomu osób odpowiedzialnych za dopuszczanie pewnych osób do środków masowego przekazu. Ujął to w swoim stylu, mówiąc:

- Kontrola nad bazą intelektualną w mediach wydaje mi się znikoma.

Wojciechowi Mannowi nie podoba się zjawisko celebrytów, wprost zarzuca tym ludziom pustkę intelektualną:

- Jak widzę wypicowane panienki i dżentelmenów, których wiedza jest na poziomie zero, mówiących o świecie, polityce, a nieumiejących sformułować zdania po polsku, nieznających języków obcych, groza mnie ogarnia.

Dziennikarz rozumie zjawisko powstawania portali plotkarskich, jednak postuluje, aby powstawały obok nich miejsca alternatywne, prezentujące treści związane na przykład z szeroko pojętą kulturą. Jednak ma świadomość, że trudno znaleźć kogoś, kto wyłoży pieniądze na przedsięwzięcie, które zginie w cieniu "spokomiejsc".

Mann opowiedział także o tym, co go pchnęło w objęcia reklamy pewnego banku. Jak się okazuje, dziennikarzowi przypadł do gustu pomysł zainspirowany jego dawnym programem. Wykorzystano postaci, które niegdyś z powodzeniem stworzyli Wojciech Mann i Krzysztof Materna.

Na pytanie, czy dzięki reklamie został milionerem, Mann odparł z wdziękiem:

- Gdzieś podobno tak napisali (...) Nie ukrywam, że to są zauważalne pieniądze.

I chyba po raz pierwszy opowiedział o swoim odchudzaniu. Mann wyznał, że był już na wielu dietach, ale ich dokładną liczbę zna jego żona. Tak naprawdę odchudzał się wtedy, kiedy palił papierosy. A gdy rzucił, przytył 18 kilo:

- Ale przecież nie mogę biegać teraz w dresie, bo umrę, jak przebiegnę kilometr.