Anna Przybylska odeszła w 2014 roku. Od 7 października na ekranach kin wyświetlany będzie film dokumentalny o aktorce.

Będą w nim wspominać Przybylską zarówno znajomi, z którymi przyjaźniła się i pracowała oraz rodzina. W filmie wykorzystano archiwalne prywatne nagrania aktorki.

Reklama

Jarosław Bieniuk, który był partnerem Przybylskiej powiedział, że pod koniec życia jego ukochanej, było ich niestety coraz mniej.

Wykorzystano te zabawne historie, kiedy razem rozrabialiśmy, kiedy chichotaliśmy, kiedy wymyślaliśmy żarty. A potem, kiedy przychodzi choroba i śmierć, już tego nie filmowałem. To i tak zostaje w człowieku do końca jego życia. I ten krzyż będę dźwigał aż do mojej śmierci. Nie można skasować z pamięci jak z komputera tych ostatnich godzin, gdy odchodziła, a ja trzymałem ją za rękę. Wszystko do mnie wraca, na szczęście już rzadziej - powiedział.

Dodał, że wspomnienia związane z Anią wciąż ma w głowie.

Byliśmy ze sobą 13 lat, więc mieliśmy mnóstwo przeżyć, mnóstwo wspomnień zostało. I to chcę pamiętać. (...) Nawet nie przywołuję ich specjalnie w pamięci, ale na przykład coś mnie rozśmieszy i przypomina się sytuacja, którą razem przeżyliśmy. Byliśmy z Anią podobni do siebie. Takie same gaduły, wesołki. I nasze dzieci są do nas obojga podobne - powiedział.

W filmie pojawia się fragment, w którym obydwoje zastanawiają się, czy na starość będą razem wychowywać wnuki.

Często zadaję sobie pytanie, czy bylibyśmy razem do końca, do starości. Wierzę, że tak. Zresztą w filmie mówimy o tym, że wprowadzamy się do domu w Gdyni i będziemy tam razem wychowywać nasze wnuki. Ale będę musiał je wychować sam… - wyznał.