Jacek "Budyń" Szymkiewicz zmarł w wieku 48 lat w wyniku zawału.

Reklama

Jego była żona Marta Malikowska opowiedziała, o tym jak ona oraz jej córka Jagoda zareagowały na wieść o jego śmierci.

Wiem od naszych znajomych, że on coś przeczuwał. Wysyłał wiadomości, że chyba zrobił sobie »kuku w serce«. Mówił o tym, że chyba zbliża się zawał. Od dawna mówił o problemach z sercem - powiedziała w rozmowie z portalem cozatydzien.pl.

Przyznała, że nie wiedziała, jak powiedzieć córce o śmierci ojca.

Reklama

Rano miała przecież lecieć na wakacje, kładła się spać cała radosna. Momentalnie zaczęłam ryczeć w kuchni i Jagoda usłyszała mój płacz. Nie wiedziałam, jak mam to powiedzieć, po prostu powiedziałam w totalnych emocjach…- mówiła Malikowska.

Padłyśmy na kolana, długo płakałyśmy na podłodze. Później Jagoda zamknęła się w swoim pokoju, włączyła jego muzykę, a ja wyłam cicho w swojej sypialni i próbowałam się uspokoić - dodała.

Wyznała, że życie z muzykiem nie było łatwe.

Jacek jako artysta i Jacek jako tata naszej córki, to było wyzwanie pod każdym względem. Najtrudniejsze w codzienności było rozgraniczyć te dwie sfery. Znaliśmy się 16 lat. To była relacja ciągle zmieniająca się, ale jednak relacja. Niełatwa, nieprosta, bo Jacek zmagał się ze swoimi demonami, chorobą alkoholową, to naprawdę było wyzwanie zrozumieć jego demony i wychowywać razem Jagodę (...) Kiedy się zorientowałam, że jestem współuzależniona, musiałam chronić siebie i Jagodę, postanowiłam odejść - wspominała.

Jagoda na pogrzebie powiedziała, że jest jedna rzecz, za którą nie będzie tęskniła - za cierpieniem w jego oczach. Ja też widziałam to cierpienie. Myślę, że wielu ludzi to widziało (...) Jest mi smutno, że musi to przeżywać. Jednocześnie czuję ulgę, że ma taką świadomość, że wie, że jej tata już nie cierpi - powiedziała.