Jacek Braciak jakiś czas temu wyznał, że ma transpłciowe dziecko. Jadwiga jest Konradem i właśnie przechodzi proces tranzycji, czyli proces zmiany sposobu wyrażania swojej płci.

Reklama

Kiedy dowiedziałem się, że Konrad jest transpłciowy, przedmiotem mojej troski było tylko to, żeby wszystko odbyło się zgodnie z właściwym procesem. Mam na myśli terapię i tak dalej, by do momentu, kiedy stanie się to ostateczne, mówię o zabiegach, operacjach, nie mieć wątpliwości. I on to wszystko zrobił – nie dlatego, że ja tak chciałem, ale dlatego, że jest mądrym i odpowiedzialnym człowiekiem - mówi aktor w rozmowie z magazynem "Replika".

To pierwszy wspólny wywiad, którego udzielił z synem.

Przeszedłem przez cały akronim LGBT+, tylko w innej kolejności. Najpierw wyoutowałem się jako literka B (osoba biseksualna – przyp. red.), potem L (lesbijka – przyp. red.), następnie T (osoba transpłciowa – przyp. red.), a na końcu G (gej – przyp. red.). Zajęło mi to ładnych parę lat, które nie były dla mnie łatwe. (…) Depresja – tak. Samookaleczania – tak. Myśli samobójcze – też. Przez długi czas. […] Wcześnie zacząłem pić, palić, nie wracałem do domu - wyznał Konrad.

Na początku gdzieś mi się te zaimki myliły i drętwiałem, jak się pomyliłem. Ale mówię sobie: „Chłopie, uspokój się. On musi doskonale wiedzieć, że nie robię tego po to, by mu coś przypomnieć, tylko po prostu ponad 20 lat mówiłem inaczej”. Nie umiałem od razu się przestawić i Konrad to chyba rozumiał - powiedział Braciak.

Reklama

Konrad Braciak ma 27 lat. W wywiadzie zdradza, że 14 lutego przejdzie operację rekonstrukcji klatki piersiowej i dodaje: "Nie planowałem pójść na plażę przed 30. Rokiem życia, a tu proszę, jednak może się udać". Dziś Konrad wychodzi na prostą, coraz bardziej może być sobą, mężczyzną. Jednocześnie nie waha się opowiedzieć o najczarniejszym okresie swojego życia, który nieomal skończyłby się próbą samobójczą.

Okładka_fot.Paweł Spychalski_Magazyn LGBTQIA Replika / Media / ADO

Mieszkałem z mamą. Ona miała wyjechać na kilka dni, miałem już zaplanowane, że mnie nie będzie, gdy wróci. Byłem na spacerze z psem i zadzwoniła siostra. Nie pamiętam, jakie to było pytanie, ale powiedziałem jej, że mam dosyć. Że się wylogowuję. (cisza) To ona namówiła mnie, żebym jednak poszukał pomocy. […] Trafiłem do terapeutki, która, gdy jej opowiedziałem całą swoją historię, powiedziała: "Dobrze, Konrad. Podejmę się, ale nigdy jeszcze nie miałam klienta z taką liczbą problemów jednocześnie". Dwa lata temu rozpocząłem z nią terapię, najpierw indywidualną, potem grupową, która trwa do dziś. To była najlepsza decyzja mojego życia - wyznaje.

Jacek Braciak przyznaje w rozmowie, że jest dumny z syna.

Jestem dumny, bo to odważny człowiek. Bardzo dzielny i samodzielny człowiek, który idzie swoją drogą, borykał się z tym wszystkim i nadal się boryka. Widzę, ile Konrad zyskał pewności siebie dzięki temu, że ma mieszkanie, ma pracę. Widzę, że nie chce się w żaden sposób ukrywać - mówi.