Do zdarzenia z udziałem Antka doszło po awanturze z policjantami. Młody aktor nie ukrywa, że miał w swoim życiu czas "wiecznego imprezowania".

Reklama

Było mi strasznie wstyd. Tej nocy dotarło do mnie, że kończy się pewien etap. Gdy rano obudziłem się w sali wypełnionej pijanymi facetami (...) zrozumiałem, że żarty się skończyły. Dotarło do mnie, że jestem ze znanej rodziny i nie mogę sobie pozwalać na takie numery, bo ich konsekwencje idą nie tylko na moje konto. Zacząłem życie postrzegać poważniej. Zastanawiam się trzy razy, zanim coś zrobię. Mam za dużo do stracenia - mówi o swoim pobycie w Izbie Wytrzeźwień.

Antek zastanawia się, czy może zbyt wcześnie nie wyfrunął z rodzinnego gniazda, przez co nietrudno było mu zachłysnąć się "warszawką".

Miałem 19 lat, wynająłem mieszkanie i czułem się, jakbym dostał klucze do całej Warszawy. Moim mottem było: im lepsza impreza, tym ciekawsze życie. Chciałem udowodnić, że nie istnieją dla mnie żadne ograniczenia. Zrobiłem wiele głupich rzeczy. Chciałbym powiedzieć jak Edith Piaf: "niczego nie żałuję", ale... paru decyzji żałuję - stwierdził w rozmowie z "Twoim Stylem".

Dodał, że uspokoił się dopiero, gdy skończył 30 lat. Duży wpływ na zmianę w jego podejściu do życia miała także śmierć ojca Pawła Królikowskiego.

Balanga z życiem trochę u mnie trwała. Momentem przełomowym były moje 30. urodziny. Zacząłem robić porządki w głowie. Pożegnałem przypadkowych znajomych. Doceniłem przyjaciół. Szalenie istotny jednak był ten pechowy dla nas wszystkich 2020 rok. Śmierć taty, a potem pandemia. Zrozumiałem wartość czasu i moją odpowiedzialność za jakość swojego życia - powiedział.