Na pytanie o to, jaka jest prawda o stanie zdrowia piosenkarki, z racji tego, że kolorowa prasa pisze o tym, że raz on się poprawia, a raz pogarsza, odpowiedziała, że nie do końca jest dobrze.

Reklama

Mój stan generalnie raczej się delikatnie pogarsza. Ale wpływ na to ma wiele czynników. Urodziłam dzieci, troszeczkę zwolniłam i wiadomo, że w związku z tym mniej intensywnie ćwiczyłam. Ale cały czas się rehabilituję i robię wszystko, by mój stan utrzymywał się bez zmian. Jeśli pojawiają się wahania, to niewielkie. Sytuacja jest w miarę stabilna - powiedziała Monika Kuszyńska.

Przyznaje, że bardzo denerwują ją doniesienia, że "stanęła na nogi".

Te wszystkie newsy są wyssane z palca. Gdy gdzieś pojawiają się takie artykuły, to za każdym razem dostaję tysiące zapytań od ludzi, którzy po przeczytaniu tych rewelacji odzyskali nadzieję, że staną na nogi. Niektórzy gotowi są sprzedać swój dom i wyjechać na drugi koniec świata, żeby tylko wrócić do pełnej sprawności. I to mnie wkurza najbardziej. Bo tu nie chodzi w ogóle o mnie. Ja wiem, jaka jest prawda i niespecjalnie przejmuję się tym, co o mnie piszą media. Natomiast takie kaczki dziennikarskie krzywdzą ludzi. Sama pamiętam, jak byłam na takim etapie, kiedy po omacku szukałam jakiejkolwiek deski ratunku. Byłam w stanie zrobić wszystko, co spowoduje, że mój stan się poprawi. Zgłaszało się do mnie wtedy wielu hochsztaplerów obiecujących mi złote góry. Na szczęście intuicja podpowiadała mi, by nie korzystać z ich pomocy. Nie dałam się nabrać. Ale wiem, że jest cała masa zdesperowanych osób, które czytają te doniesienia na temat mojego cudownego ozdrowienia i wierzą, że to prawda. Później muszę się z tego tłumaczyć i zabijać w nich nadzieję. To jest bardzo szkodliwe - stwierdziła w rozmowie z Plejada.pl.

Wyjaśniła, że terapie, które przeszła przyczyniły się do tego, że jest w całkiem niezłej formie.

Generalnie takie stany jak mój postępują. To nie jest tak, że przestaje się chodzić i tyle. Cała fizjologia staje się zupełnie inna i już do końca życia trzeba dbać o to, żeby stan zdrowia się nie pogarszał. Właściwie cały czas muszę się rehabilitować - wyznała.

Monika Kuszyńska czternaście lat temu uległa wypadkowi i od tego momentu jeździ na wózku.