Rocznica śmierci Anny Przybylskiej wypada 5 października. Ta popularna aktorka znana m.in. z seriali "Złotopolscy", czy filmów "Bilet na Księżyc”, "Kariera Mikosia Dyzmy" oraz "Ciemna strona Wenus" odeszła po długiej walce z nowotworem. Miała 36 lat.

Reklama

Jej córką ze związku z Jarosławem Bieniukiem, jest Oliwia, która od pewnego czasu próbuje pójść w ślady mamy. Uczy się w tej samej szkole, do której chodziła jej mama a w rozmowie z "Vivą" zdradza, że ma już za sobą pierwsze doświadczenia z kamerą. Wystąpiła w etiudzie "Glimmer" o handlu ludźmi.

Zagrałam w krótkiej etiudzie, której tematem były depresja i handel ludźmi. W tym filmiku zagrałam dziewczynę chłopaka, który miał jechać do Niderlandów do pracy i tam go porwali. A gdy ja dowiedziałam się o tym, musiałam zagrać wielki smutek – mówi.

Gram tam koleżankę głównej bohaterki, która stara się podtrzymać ją na duchu i na końcu wyznaje, że też kogoś straciła. To takie nawiązanie do odejścia mamy, chociaż nie padają tam żadne imiona czy nazwiska... Nie rozpłakałam się na planie, a być może powinnam. Ale nie umiem płakać na zawołanie, nie umiem przy ludziach ronić łez, myśląc o mamie – wyznaje.

Oliwia przyznaje, że nie wie, czy mama byłaby zadowolona z jej decyzji o wyborze aktorskiej ścieżki.

Mama zabierała mnie na sesje, które bardzo mi się podobały, i w ogóle uważałam, że aktorka ma barwne życie. Nie wiem jednak, czy mama, gdyby żyła, byłaby zadowolona z mojej decyzji. Nie wiem nawet, kim według niej miałabym zostać w przyszłości. Nigdy o tym nie rozmawiałyśmy. Ale przecież nie ma nic złego w tym, że spełniam swoje marzenia – stwierdza.

Pytana o to, czy rozmawia z mamą, odpowiedziała, że wierzy w Boga, ale "nie ma takiego przeświadczenia, że można rozmawiać z tymi, którzy już odeszli".

Codziennie jednak o niej myślę. I o tym, czy pochwaliłaby moje decyzje – mówi.

Teraz bardzo potrzebne mi będzie wsparcie, bo przecież zaczęłam klasę maturalną, a potem będę się starała dostać do szkół aktorskich w Warszawie, Krakowie, Łodzi czy Wrocławiu. Wiem, że egzaminy są ciężkie i że jest dużo chętnych. Ale najważniejsze to myśleć pozytywnie. Teraz już rozumiem, co to znaczy, bo jestem dojrzalsza niż na przykład pięć lat temu. Dużo zrozumiałam. I czuję o wiele większą odpowiedzialność za to, co robię – przyznaje.

W rozmowie poruszony został także temat odejścia aktorki.

Nigdy nie zapomnę dnia śmierci mamy. Byliśmy wtedy u babci Lidzi, mamy mojego taty. Spodziewałam się tego, co się stanie. Tamtego dnia nie odbierałam telefonu, bo nie chciałam usłyszeć tej wiadomości. W końcu przyszedł tata z towarzyszącym mu psychologiem, który miał mu pomóc w przekazaniu tej informacji dzieciom - wyznaje.

Oliwia przyznaje, że gdy tęskni za mamą ogląda filmy z jej udziałem oraz szkatułkę z jej biżuterią. To, jak przyznaje, jedyne pamiątki, jakie pozostawiła po sobie aktorka.

Zawsze powtarzała, że mam być mądra i rozsądna. I żebym nie ulegała porywom chwili i nie podejmowała pochopnie decyzji. Tak zresztą cały czas mnie wychowywała. Ale nie zostawiła mi żadnego pamiętnika czy dziennika. Szkoda. Jedyne, co mi po niej zostało, to szkatułka z biżuterią, którą czasem przeglądam, jak mi smutno. Oglądam też filmy, w których grała - dodała.