Tak, zgadliście. Misiek Koterski. Dawno nie widziany na salonach, postanowił przypomnieć o swoim istnieniu całkowicie absurdalnym wydatkiem. Ale czegóż się nie robi, aby spędzić z przyjaciółmi kilka miłych chwil.
Michał siedział sobie w najlepsze w Warszawie, gdy dostał telefon, że nad morzem jeden z popularnych magazynów organizuje imprezę. Koterski dowiedział się, że będą serwowane darmowe drinki, a na miejscu zebrała się już grupka jego znajomych. Niewiele myśląc zadzwonił po warszawską taksówkę i kazał się wieźć... do Władysławowa. Za kurs zapłacił podobno 1200 złotych.
Z tej sytuacji wynikają same korzyści. Dla taksówkarza - bo zarobił na dobrym kursie z wesołym pasażerem (na pewno Misiek raczył go próbkami swojego poczucia humoru), dla Miśka - bo buduje w ten sposób legendę. Najwięcej zyskała zaś polska gospodarka. Więcej takich klientów!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|