Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyprawa na dach świata z nocnikiem w dłoni

17 listopada 2008, 16:38
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Na Mount Evereście jest około 50 ton odpadków. Uczestnicy setek wypraw zostawiali tam zużyty sprzęt, ciała kolegów i... kupy. Ludzkie odchody to ekologiczna bomba, z którą nie zmierzył się dotąd żaden saper. Dopiero szerpa Dawa Steven chce nakłonić żądnych wrażeń himalaistów, by zabierali ze sobą zrobione z wiader toalety.

8850 metrów. Jak sprzątnąć taką górę? Od 2000 roku na Mount Everest wchodzą ekipy sprzątaczy. Zamiast podziwiać widoki, wspinają się, by zbierać odpadki po innych. Królem Everestowych sprzątaczy jest Japończyk, Ken Noguchi, który zniósł ze szczytu ponad 10 ton odpadków.

W tym roku ekipa sprzątaczy zebrała ze szczytu blisko tonę puszek, zbiorników na tlen, odpadków kuchennych, namiotów, ale i części włoskiego śmigłowca (rozbił się 35 lat wcześniej) oraz zwłoki brytyjskiego miłośnika wspinaczki, które leżały na szczycie od 1972 roku.

Dzięki zabraniu ze sobą promowanych właśnie nocników-wiaderek była to też pierwsza grupa himalaistów, która zbierała własne nieczystości. W sumie 18 osób wyprodukowało ich 65 kilogramów. Do tej pory żadna z grup nie sprzątała po sobie szczytu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj