Kiedyś było inaczej. Rodzina była dla niej na drugim planie, przede wszystkim liczyła się kariera. Na Woronicza dziennikarka pracuje już od 25 lat. Gmach telewizji publicznej stał się dla niej drugim domem. Urocza pani Kasia od dawna cieszy się uwielbieniem widzów, którzy często włączają telewizory właśnie ze względu na nią. Na to uznanie Dowbor pracowała latami. Ale niestety często odbijało się to na życiu rodzinnym. "Najbardziej w takiej sytuacji cierpią dzieci. Mój syn miał często do mnie o to pretensje" - opowiada Dowbor.

Reklama

Mimo złych doświadczeń z dzieciństwa, syn Maciek poszedł w ślady mamy i również został prezenterem. Pracuje w Polsacie. Pani Kasia jest z niego ogromnie dumna.

"Wszystko, co osiągnął, jest owocem jego pracy. Widzę, jak ciężko pracuje i jak wiele z siebie daje. Dobrze sobie radzi i jest w czołówce najlepszych prezenterów" - chwali syna dziennikarka.

Z drugiej jednak strony bardzo boi się o przyszłość Maćka i jego partnerki. Martwi się, że nawał zawodowych zajęć sprawi, że życie prywatne zaczną odkładać na później. "Oboje bardzo ciężko pracują. Joasia gra w teatrze i serialu. Nie ukrywam, że boję się, że rodzina zejdzie dla nich na dalszy plan. Postanowiłam porozmawiać o tym z Maćkiem. Musi do nich dotrzeć, że życie rodzinne jest najważniejsze!" - mówi "Faktowi" dziennikarka.

Jak widać, pani Katarzyna wyciągnęła wnioski ze swoich starych błędów. Stało się to po urodzeniu przez nią 8-letniej dziś Marysi. Córeczka jest teraz dla niej na pierwszym miejscu. Prezenterka nadal dużo pracuje, ale zawsze ma dla niej czas. Potrafi nawet odrzucić propozycje współpracy, żeby mieć więcej czasu dla dziecka.

"W pewnym sensie już jestem babcią. Tak późno urodziłam córkę, że otaczam ją taką babciną miłością" - śmieje się dziennikarka. To jednak nie to samo, co zostać prawdziwą babcią. "Jestem przygotowana do tej roli" - mówi pani Kasia. Maćku, Joasiu, do roboty!