Gwiazdy show-businessu lubią szokować. W tę tradycję wpisuje się teraz piosenkarz James Blunt. Bo w swej willi na Ibizie urządził... nocny klub. Gdy tylko jest w posiadłości, od razu otwiera drzwi dla wszystkich i robi imprezę za imprezą.
Z głośników słychać głównie reggae. I to tak głośno, że część gości nie wytrzymuje i po kilku minutach na parkiecie od razu wychodzi. Bo Blunt przesadza też ze światłami. Reflektory potrafią niemal oślepić imprezowiczów. Ale piosenkarz się nie przejmuje. W końcu to jego klub, w jego willi i może tam robić, co chce. A jak komuś się to nie podoba, to niech po prostu nie przychodzi.
Wstęp jest oczywiście za darmo i każdy, kto chce, może wpaść. Jednak za wyjątkiem wtorków. Bo wtedy Blunt robi imprezę tylko dla... ludzi niskich. Wtedy czuje bowiem, że góruje nad tłumem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|