Jak donosi "Fakt":

- Z pewnością była to dobra decyzja, bo dzisiaj Lesław Żurek znajduje się w czołówce młodych, utalentowanych aktorów i robi zawrotną karierę. Aktor opowiada o blaskach i cieniach popularności oraz o swojej nowej roli w serialu "Układ warszawski" 

Wielką popularność przyniosły Żurkowi role porucznika Michała Janickiego z „Małej Moskwy” i Andrzeja z serialu „Londyńczycy”. Ostatni rok też był dla niego bardzo pracowity.

Aktor zagrał główną rolę w przeboju kinowym „Los numeros”. Wystąpił też jednocześnie w aż trzech serialach: „Usta Usta”, „Przepisie na życie” i w „1920. Wojna i miłość”. Lesław Żurek z pewnością wyrasta na gwiazdę kina i telewizji. Poza ekranem zaskakuje skromnością. Nie bywa na bankietach, bo tego nie lubi, nie jest też tematem plotkarskich pism. Jak radzi sobie ze skutkami popularności?

– No tak, ludzie mnie czasem zaczepiają. Ale to jest element tego zawodu. Jak się człowiek pokazuje w telewizji, to jest rozpoznawalny i to są tego konsekwencje. Pozytywne i negatywne. No, ale są – mówi ze śmiechem Żurek dziennikarzom tabloidu. 

Poza ekranem przystojnego aktora możemy oglądać na deskach warszawskich teatrów.

– Gram w Teatrze Bajka. Wraz z Edytą Olszówką występujemy w spektaklu „Wariatka”. Z kolei w Teatrze Polonia gram w spektaklu „Antoine”. O innych rzeczach, które gdzieś się tworzą, ale nie są pewne, na razie nie chcę mówić, żeby nie zapeszać – dodaje aktor.

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Ile kosztowała "Rezydencja"?"