"Ja nie wiem, kto się czym sugeruje, że mi dobiera akurat takie tancerki. Nie należę przecież do jakiś atletów" - mówi "Faktowi" Robert. Teraz będzie
tańczył ze znaną aktorką Darią Widawską (70 kg).
Kochanek dzielnie znosi ból i zbytnio nie przejmuje się kontuzjami. "W pierwszej edycji z Anią Korcz (65 kg) miałem najpoważniejsze zarwanie w plecach. Lekarze mnie wtedy nastawiali. Z
Joasią Liszowską (68 kg) też było podobnie" - wspomina.
Jego kręgosłup z edycji na edycję narażony jest coraz bardziej na zbyt duże obciążenia. "Przyznam szczerze, że czasami odczuwam lekkie bóle kręgosłupa" - śmieje się, bo wydaje się pogodzony z losem. "Co ja mogę zrobić, że dostaję duże dziewczyny. OK, niech tak będzie. Wiadomo, że chciałoby się dostać dziewczynkę, która ma niewielkie gabaryty, jak to się mówi - <petardę>. Ale wątpię, żeby to się zdarzyło" - dodaje tancerz.
"Jeśli będzie 10. edycja - a mam nadzieję, że nie będzie - to już w ogóle będę w rozsypce" - mówi "Faktowi". Mimo wszystko Robert dzielnie ćwiczy i jest dumny z postępów swojej podopiecznej.
"Mam nadzieję, że Daria zatańczy tak jak na treningach, że po prostu się nie spali. Wiadomo, że do małych dziewczynek nie należy, więc musi włożyć w to więcej pracy i wysiłku" - przyznaje "Faktowi" Robert. A my wierzymy, że pan Robert dotrwa do finału w całości.