Frank van Buren z Manhattanu zamówił kopię swojej karty kredytowej. No i dostał... tyle że dwa tysiące. Przez kilkanaście godzin mozolnie przecinał nadprogramowe kawałki plastiku, by nie wpadły w niepowołane ręce.
Wściekły księgowy od razu zadzwonił do swego banku. Tam usłyszał, że to na pewno pomyłka i bardzo przepraszają. Obiecywali, że z pewnością mu to wynagrodzą. Van Buren nie rozumie jednak, jak można się tak pomylić. Jakby mu przysłali cztery czy pięć kart, to jeszcze dałoby się jakoś wytłumaczyć. Ale dwa tysiące?
Z drugiej jednak strony, miał szczęście, że bank pomylił tylko liczbę kart, a nie adres. Inaczej miałby większe problemy niż cięcie plastiku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|