Długo przed narodzinami połtoramiesięcznej Julki wiadomo było, że słynny "Gąs", który po raz drugi miał zostać ojcem, ani myśli stać się dobrotliwym papą w kapciach doglądającym ciężarnej partnerki. Choć Ania większość czasu, zwłaszcza od półmetka ciąży, spędzała w warszawskim mieszkaniu aktora, Piotr ani na chwilę nie rezygnował ze swoich pasji. Co i rusz pakował walizki i wyjeżdżał w długie wojaże za granicę - donosi "Fakt".
Ale dla Ani to, że u niego mieszka, mogło być sygnałem, że aktor, choć wcześniej nie robił jej nadziei na wspólne życie, może jednak zmieni zdanie. A gdy jeszcze po porodzie odebrał ją z Julką ze szpitala i wyglądał na naprawdę przejętego, musiała uwierzyć, że ojcostwo coś w nim przełamało. Ale nic takiego się nie stało - ujawnia bulwarówka.
"Piotr nie ma zamiaru żenić się z Anią. To facet, który zupełnie nie widzi się w roli tradycyjnego ojca rodziny" - mówi "Faktowi" znajomy pary. Ania przekonała się o tym po serii rozmów, które musiały być dla niej bardzo przykre. Nie jest to miłe przebudzenie, kiedy kobieta, która myli opiekuńczość z miłością, przekonuje się, jak jest naprawdę.
Ania wie, że jej i dziecku nie zabraknie niczego, bo Piotr potrafi być czułym i hojnym ojcem, co udowodnił, łożąc bez zmrużenia oka na 8-letniego syna Kubę, którego matką jest była partnerka aktora Hanna Śleszyńska. Ale tancerka nie ma co liczyć na trwały związek. "Kiedyś na to liczyła, ale on rozwiał jej złudzenia" - dodaje.
Tancerka musiała więc schować w kąt nadzieje na to, że stworzy z "Gąsem" prawdziwy dom. I z jego domu wyprowadziła się do rodzinnej podwarszawskiej Kobyłki, bo tam może liczyć na pomoc rodziny, która ulży jej w obowiązkach przy dziecku. Na "Gąsa" zawsze za to można liczyć, gdy chodzi o wsparcie finansowe, zabawę i piękne zdjęcia - wylicza "Fakt".