Relacje Weroniki Rosati i Andrzeja Żuławskiego to dla niektórych powód do plotek. Od dawna warszawka huczała od pogłosek, że tych dwoje musi coś łączyć. I na poparcie tej tezy zaraz znajdowały się liczne poszlaki. Wszak - szeptano - ona lubi dojrzałych mężczyzn, on młodziutkie aktorki.
Reżyser Andrzej Żuławski przez 17 lat był związany z młodszą od siebie o 26 lat francuską aktorką Sophie Marceau. Weronika też długo była z mieszkającym na stałe w Stanach Zjednoczonych dziennikarzem Maksem Kolonko, starszym od niej o 22 lata. I wystarczyło, że aktorka raz pokazała się z Harveyem Weinsteinem, amerykańskim producentem, by nie dawano jej spokoju, szepcząc za jej plecami, iż coś ich pewnie łączy.
Plotki o romansie Żuławskiego z Weroniką nabrały siły po tym, jak zauważono ją wychodzącą z jego domu. "Romans? Ja, 66-letni, zapomniany starzec, i ta młoda dziewczyna? Nie rozśmieszajcie mnie. Znam Weronikę od dziecka i pomagam jej w karierze" - sam reżyser zdawał się być ubawiony tymi plotkami, przy okazji kokietując nas trochę, bo przecież starcem na pewno nie jest. Jedynie mężczyzną dojrzałym.
Tak czy owak reżyser tak często udzielał młodej aktorce prywatnych lekcji u siebie w domu, że plotka o romansie rosła i rosła. Nawet w całą sprawę włączyła się mama Weroniki, Teresa Rosati, stanowczo zaprzeczając tym plotkom. "Przecież to jest śmieszne. Andrzej zna Weronikę od dziecka, to przyjaciel rodziny" - powiedziała "Faktowi" Teresa Rosati, oburzona tym, jak można tak szkalować jej córkę. "Weronika nie pobiera żadnych lekcji aktorstwa, tylko zwyczajnie korzysta z rad Andrzeja, który dobrze ją zna" - dodała.
I dlatego na pewno nie widziałaby nic złego w tym, że jej córka po ogrodach ambasadora Francji spaceruje z przyjacielem domu, który wprowadza ją w świat.