Nasi muzycy mogą jedynie pozazdrościć swoim kolegom w USA. O tym, jak dochodowe mogą tam być takie chałturki, przekonał się ostatnio 50 Cent. Ten raper - niech niska kwota w jego ksywce nikogo nie zmyli - kasuje za swoje występy bajońskie sumy. Jest prawdziwym rekordzistą!
Bo kto z naszych rodzimych chałturników, jak Polska długa i szeroka, może pochwalić się takim wyczynem jak on? Za półgodzinny, prywatny występ podczas uroczystości bar micwa pewnego żydowskiego chłopca, skasował blisko 500 tys. dolarów (ok. 1 mln 135 tys. zł). A raper nie jest jedynym krezusem, który kosi takie zyski za prywatne występy.
Megarekordzistami wszech czasów są weterani z The Rolling Stones, którzy za zamknięty koncert zainkasowali ok. 8 mln dolarów (blisko 18 mln zł). Niewiele gorsza jest inna grupa "dinozaurów", czyli zespół The Eagles. Za zagranie swoich utworów na prywatnej imprezie zgarnęli kwotę tylko o 250 tys. mniejszą niż Stonesi.
Taki Mick Jagger musiał się jednak podzielić z kolegami. Nie to co Celine Dion, która sama wzięła do kieszeni prawie 7 mln dolarów, oraz Elton John, który zagrał pewnej młodej parze za okrągłe 2 mln dolarów.