Znany z sympatii do ekologów amerykański muzyk Moby powalił na łopatki organizatorów koncertu Live Earth. Bo zauważył, że publiczność na koncercie, mającym wspierać środowisko naturalne, masowo pochłaniała hot dogi i hamburgery. A zdaniem ekologów produkcja mięsa wpływa silniej na efekt cieplarniany niż spaliny samochodów.
Dla sławnego muzyka Live Earth to szczyt obłudy. "To przypomina upijanie się na pogrzebie osoby zmarłej od zatrucia alkoholowego. To przykre, że niekiedy prawda o zmianach klimatu jest po prostu zbyt niewygodna" - napisał na swoim blogu Moby.
Artysta od lat aktywnie wspiera organizacje ekologów oraz broniące praw zwierząt. A do tego jest zadeklarowanym wegetarianinem.
Live Earth to jedna z największych imprez muzycznych w historii. Odbywające się jednocześnie w największych miastach całego świata występy oglądały ponad 2 miliardy ludzi. To połączenie koncertów największych gwiazd muzyki z kampanią propagującą ochronę środowiska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl