Stołeczne wróble ćwierkają, że dynastia Kwaśniewskich ma szanse przetrwać. I że ślub Aleksandry Kwaśniewskiej i jej chłopaka, znanego szermierza Wojciecha Szuchnickiego, to już tylko kwestia czasu. Młodzi nie rozstają się praktycznie ani na chwilę. Krótkie przerwy robią sobie tylko na pracę - Ola jest dziennikarką w stacji TVN (zarabia ok. 10 tys. zł miesięcznie), a Wojtek trenuje aż furczy.
W sobotnie popołudnie wybrali się do znanej warszawskiej knajpki. Zajęli miejsca w bocznej salce, z dala od zgiełku i innych gości. I mimo że nazwa lokalu - "Oberża pod Czerwonym Wieprzem" - z miłosnymi uniesieniami ma niewiele wspólnego, to para spędziła tam naprawdę romantyczne chwile.
Trzymali się czule za ręce, szeptali sobie miłe słówka i troszkę żartowali. A do tego... wcinali, aż im się uszy trzęsły. Bo - jak wiadomo - do serca najlepiej przez żołądek. Szczególnie jeżeli na talerz trafiają takie frykasy, jak placki ziemniaczane z łososiem i kawiorem, uznawanym za jeden z najlepszych afrodyzjaków.
Ola wcinała bliny Wołodii z wędzonym łososiem, kwaśną śmietaną i czerwonym kawiorem za 33 zł. To ulubione bliny Lenina, przygotowane według przepisu Nadieżdy Krupskiej. Wypiła też
kawę z mlekiem za 10 zł.
Wojtek wybrał dorodnego, eksportowego śledzia bałtyckiego w śmietanie z tartym jabłkiem, porem i pieczonym ziemniakiem za 16 zł. A do tego jeszcze dewizowy bigos gajowego na leśnych grzybach,
dziczyźnie i czerwonym winie za 15 zł.
Podobno zakochana para już wyznaczyła sobie datę ślubu. Tym informacjom nie zaprzecza sam Szuchnicki. "Nie chciałbym o tym mówić, to po prostu nasze prywatne sprawy" - wyjaśnia dyplomatycznie w rozmowie z "Faktem".