George ucieszył się z wyroku, bo sąd okazał się łagodny. Mógł przecież wsadzić go za kratki. I to w przeddzień koncertu na londyńskim stadionie Wembley, a wtedy piosenkarz straciłby miliony. Sędziowie z sądu w Brent uznali jednak, że skoro piosenkarz przyznał się do jazdy pod wpływem niebezpiecznych środków i nie robił żadnych problemów, to będzie zamiatał ulice.
"Relacjonowanie tej sprawy przez media było farsą i koncentrowało się wyłącznie na oskarżeniach" - powiedział gwiazdor tłumom dziennikarzy przed budynkiem sądu
miejskiego w północnym Londynie. "W rzeczywistości skazano mnie dziś na tej podstawie, że byłem nieprzytomny ze zmęczenia i jechałem po zażyciu leków zapisanych
na receptę, za co w pełni przyjmuję odpowiedzialność" - wyjaśnił.
George'a Michaela, czyli tak naprawdę George'a Panayiotou, policja złapała kilka tygodni temu w podlondyńskim Cricklewood. Wściekli kierowcy zgłosili funkcjonariuszom, że na środku skrzyżowania stoi samochód ze piącym kierowcą. Okazało się, że tym kimś jest znany piosenkarz. W jego krwi lekarze znaleźli pełno różnych dziwnych lekarstw.
Oskarżono go o to, że prowadził samochód, choć nie był w stanie. Piosenkarz przyznał, że usiadł wtedy za kierownicą, choć nie był zdolny do jazdy. Jego prawnicy utrzymywali jednak, że jego stan wywołały leki. Zresztą w jednym z programów telewizyjnych Michael przyznał się, że jest od leków uzależniony.