Weterynarz zrobił jeżowi dziurę w brzuchu, by go... odessać. Kolczaty maluch spuchł do wielkości piłki nożnej i lada chwila mógł eksplodować. Na szczęście turlającego się po drodze "balonika" uratowała pewna Brytyjka, która dostarczyła zwierzątko do lecznicy.
Jeżyk - przezywany trochę okrutnie Michelin - padł ofiarą tzw. choroby balonowej. Niezwykły stan, w jakim znalazł się zwierzak, spowodowała nieprawidłowa praca jego płuc. Powietrze wydobywało się z nich pod skórę malucha, więc ten stopniowo puchł.
Główna pielęgniarka w lecznicy w Leatherhead w hrabstwie Surrey zrobiła mu dziurkę w brzuchu, wsadziła plastikową rurkę i powietrze z jeżyka uszło.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|