Wesołej blondynce bez matury pierwsza noc w okręgowym więzieniu dla kobiet w Los Angeles minęła jak z bicza strzelił. Sama w podwójnej celi, w bloku więzienia ma za towarzystwo przekupnych
sędziów, policjantów i polityków. Śmietanka przestępczego świata, której nie należy miksować z więziennym pospólstwem.
Całą noc przespała w pomarańczowej, dwuczęściowej piżamce. Rano dostała dokładnie taką samą. Musiał to być nie lada szok dla kogoś, kto potrafi wydać tysiąc dolarów na bluzkę od
Dolce i Gabbany i założyć ją raz w życiu. Tu - w kilku drelichach wartych 15 dolarów każdy - spędzi co najmniej 22 dni.
To niesprawiedliwy wyrok, ale Paris robi, co może, by przetrwać ten czas w ciasnej celi - zapewnia prawnik hotelowej dziedziczki. "Ma nastawienie: przybędę tu, odsiedzę wyrok i pokażę światu, kim naprawdę jestem" - mówi Richard A. Hutton magazynowi "People". "Mimo sytuacji, w jakiej się teraz znajduje, radzi sobie bardzo dobrze. Pracownicy więzienia mówią, że jest łaskawa, grzeczna i wdzięczna im za pomoc" - dodaje.
Ale z pewnością nie jest jej łatwo, bo Hiltonówna uwielbia imprezy i bycie duszą towarzystwa, a w więzieniu została umieszczona w izolatce. Każdego dnia spędza w niej 23 godziny. I tylko godzinę ma na zajęcia poza celą - prysznic czy rozmowy telefoniczne.