"To największe jubilerskie dzieło, jakie powstaje w Anglii od czasów stworzenia klejnotów koronnych" - mówi Hirst brytyjskiemu "The Observer". Według artysty, "Na miłość boską", bo tak nazwał czaszkę, rzuca wyzwanie śmierci. Bo symbol odejścia, czyli kości, pokrył najbardziej luksusowymi materiałami znanymi ludzkości. Jedynie zęby zostawiono oryginalne.
Przez artystę problemy ma ochrona londyńskiej galerii White Cube, gdzie będzie można oglądać czaszkę. Trzeba przecież będzie odpychać tłumy zwiedzających i pilnować, by ktoś sobie nie zabrał chociaż jednego diamenciku "na pamiątkę". A zwłaszcza tego z czoła rzeźby, bo ten duży klejnot wart jest pięć milionów funtów (27 milionów zł).
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
