Nie każdy może wylecieć z jednego z najbardziej prestiżowych hoteli w Nowym Jorku. Ale Lindsay Lohan taka sztuka się udała. Tak rozrabiała po pijanemu, że wszyscy mieli jej dość. O godz. 5.30 kazano jej się wyprowadzić.
Tę imprezę pracownicy hotelu zapamiętają na długo. Gdy Lindsay dowiedziała się, że jej facet, Calum, zameldował się w hotelu z inną dziewczyną, postanowiła odegrać scenę zazdrości. Też wpadła do hotelu z jakimś facetem, a potem zaczęła balować. Okazało się, że cały odwyk, na którym ponoć wyleczyła się z alkoholizmu, diabli wzięli, bo Lindsay tankowała jak radziecki czołgista.
Wreszcie, pijana jak bela, bębniła przez dobrych parę minut do drzwi swojego faceta. Gdy ten wreszcie otworzył, Lindsay sama trzasnęła mu drzwiami przed nosem, by pokazać, że jej na nim nie zależy. A potem... znów się dobijała. Wreszcie wszyscy mieli dość. Gwiazdeczka musiała się wynieść
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|