Pingwin wypłynął na ocean w okolicach południowego Chile. Szukał jedzenia, ale czynił to tak zapamiętale, że całkiem się pogubił. Nielota dodatkowo zdezorientowały zmienne prądy oceaniczne.

Płynął on tak długo, aż wylądował prawie 6 tys. kilometrów od swojego domu, tuż przy wybrzeżu peruwiańskim. To prawdziwy rekord, zważywszy na to, że był ranny w płetwę.

Pingwin-twardziel miał jednak szczęście. Bo znaleźli go dobrzy ludzie i stwierdzili, że muszą mu pomóc. Peruwiańscy przyrodnicy już zadeklarowali, że odstawią niefortunnego podróżnika bezpiecznie w jego rodzinne strony.